sobota, stycznia 21, 2017

"Persona" zbiór dramatów Konrad Sikora

"Persona" zbiór dramatów Konrad Sikora







*Tytuł: "Persona" - zbiór dramatów
*Autor: Konrad Sikora
*Wydawnictwo: Krośnieńska Oficyna Wydawnicza Sp. z o.o
*Rok wydania: 2010
*Ilość stron: 268


*Ocena: 8/10


*Moje odczucia:



Dzisiaj prezentuję Wam zbiór dramatów autorstwa Konrada Sikory. Już samo słowo dramat, wskazuje na to, iż nie są to łatwe w odbiorze opowiadania, gdyż niosą ze sobą nieszczęśliwe zakończenia. Z całą pewnością, nie każdy z Was lubuje się w tego typu utworach, które niosą w sobie jakiś przekaz, niestety nie zawsze dla wszystkich zrozumiały. Przeczytać może każdy, ale czy każdy zrozumie treść?

Konrad Sikora niewątpliwie jest uzdolnionym autorem, który w swoich utworach przekazuje nam, iż dobro zawsze chce walczyć ze złem. W jego dramatach ewidentnie widać walkę o podstawowe dobra moralne. Autor otwiera nam oczy na rzeczy, których my sami często nie dostrzegamy. Uświadamia nam, że nawet w tych najgorszych momentach naszego życia jest szansa na znalezienia chociażby cienia dobra. Ludzie, nawet Ci z naszej najbliższej rodziny potrafią być okrutni wobec nas, ale jeśli mamy w sobie pokłady dobra, jesteśmy w stanie wierzyć, że możemy temu komuś pomóc. Tylko czy tak bywa zawsze?

W utworze Persona, autor uświadamia nam problem jakim jest alkoholizm w rodzinie. Ludzie sięgający wciąż po alkohol, nie widzą tego problemu, twierdzą, że nie są chorzy. W tym przypadku Marek (syn alkoholiczki) pragnął pomóc swojej matce walczyć z nałogiem. Niestety życie ludzkie jest kruche. Wydawałoby się, że potrafimy być na wszystko odporni, a jednak nasza psychika nie jest w stanie wszystkiego znieść. Marek, nie widząc już innego rozwiązania, postanowił wybrać mogłoby się wydawać, że najprostszą drogę z możliwych, jaką jest śmierć. Tylko, że wybierając właśnie tę drogę, nie pomyślał, że zada innym ludziom wiele bólu. Matce, byś może wyświadczył tym przysługę, ale co z tymi, którzy go kochali?
"Stwierdził, że ja w nałogu,
Że uzależniona jestem od alkoholu.
No to go strzeliłam,
Jak ci wcześniej mówiłam."
Autor stara nam się uświadomić, iż wiara jest nieodłącznym elementem naszego życia bez względu na naszą narodowość, wyznania, czy też religię. Bóg traktuje wszystkich na równi, dodatkowo nad każdym z nas czuwa Anioł Stróż. W swoich dramatach porusza takie problemy jak: alkoholizm, zazdrość, aborcja, eutanazja, zwykłe ludzkie słabości oraz pojęcie władzy.

Persona zbiór dramatów nie należy do najłatwiejszych z lektur. Autor porusza w niej tematykę, która jest znana każdemu z nas - odwieczna walka człowieka ze złem, poszukiwanie właściwej drogi życiowej. Uświadamia nam również, że życie ludzkie jest bardzo kruche. Bohaterowie stworzeni przez Konrada Sikorę są niezwykle wyraziści, kierują się własnym zdaniem. Zbiór przedstawionych dramatów, zmusza człowieka do zatrzymania się, do chwili refleksji nad własnym życiem. Te dzieła niosą w sobie niezwykłe, pełne nadziei przesłania.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorowi.
 
 
 
 

piątek, stycznia 20, 2017

Zapowiedź "Dama z kotem"

Zapowiedź "Dama z kotem"


PREMIERA: 30.01.2017




Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Dama z kotem Iwony Czarkowskiej.



Roztrzepana i lekkomyślna Zuzanna Roszkowska tym razem spróbuje swoich sił jako… prywatny detektyw

Zu – najlepsza z żon, a także kobieta zdolna do wszystkiego – daje się namówić mężowi na roczny wyjazd na wieś. Na miejscu słynne „cisza i spokój”, zwykle wiązane z życiem na wsi, będą musiały ustąpić przed niezwykłą skłonnością Zu do wpadania w tarapaty.

Kiedy gospodyni pensjonatu, w którym zamieszkali Roszkowscy z dziećmi, znika nagle bez słowa, zaledwie dzień po przyjeździe swoich nowych lokatorów, Zuzanna od razu przeczuwa zbliżające się kłopoty. Jednak wszyscy wokół zdają się lekceważyć jej obawy o los zaginionej.

Tym razem Zu będzie musiała zmierzyć się z przedstawicielami tajemniczej fundacji, niegrzecznym Panem Małpką, pojawiającymi się i znikającymi rondlami, a także… koniem, świnią, kozą, królikiem, gąsiorem oraz kotem – za jedyną pomoc mając podręcznik dla początkujących detektywów.








Zapowiada się świetna komedia. Ktoś się skusi?


czwartek, stycznia 19, 2017

"Kolonia Marusia" Sylwia Zientek

"Kolonia Marusia" Sylwia Zientek



*Tytuł: "Kolonia Marusia"
*Autor: Sylwia Zientek
*Wydawnictwo: Wab
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 234

*Ocena: 10/10
*Opis:


Halina dorasta w kolonii Marusia, niewielkiej wiosce na Wołyniu. Potomkini polskiej szlachty, córka bogacza i miejscowej piękności Konstancji - ma wszystko, o czym można marzyć. Sielankę przerywa wybuch wojny. A gdy Ukraińcy zaczynają mordować Polaków, świat małej Haliny się rozsypuje. I choć jej samej i jej rodzinie udaje się uciec, przeczucie nadchodzącej tragedii już zawsze będzie jej towarzyszyć, odciskając piętno, które kobieta jak swoiste dziedzictwo przekaże córce.

Sylwia, pisarka, a wcześniej wzięta prawniczka, po śmierci matki próbuje odtworzyć dramatyczne losy rodziny. Ma nadzieję, że dzięki temu odzyska spokój ducha i kontrolę nad swoim życiem, w którym zaczynają dominować coraz silniejsze ataki paniki. Od dziecka bowiem jest przekonana, że lada chwila wydarzy się katastrofa.




*Moje odczucia:

"Ale czy można zapomnieć? Czuję, że o tamtych wydarzeniach trzeba mówić nadal. Sprawić, aby pamięć o ofiarach nie została zatarta. Może to one same się tego domagają? Wciąż czekają na sprawiedliwy osąd tego ludobójstwa, opowiedzenie światu o tym, w jak bestialski sposób sąsiedzi napadali sąsiadów i bez skrupułów odbierali im życie przy użyciu najbardziej prymitywnych narzędzi i metod, które nawet w średniowieczu uchodziłyby za barbarzyńskie."
Ci, którzy już troszkę zdążyli mnie poznać i mój blog, wiedzą, że zawsze chętnie sięgam po książki, w których mowa o Wołyniu. Z tym miejscem wiążą się nie tylko korzenie autorki, ale również i moje. Kilka pokoleń wstecz, z których mnie znana jest tylko babcia i dziadek również brali udział w tym piekle, inaczej tego nazwać nie potrafię. Dziadek odszedł ponad 10 lat temu, babcia do dzisiaj bardzo przeżywa tamte czasy, które wywołują u niej ogrom bólu, cierpienia i żalu.

Siedzę i zastanawiam się, czy jestem w stanie ocenić książkę Sylwii Zientek? Po kilkunastu minutach stwierdzam, że nie sposób ocenić prawdy, którą autorka zawarła w swojej powieści. Bo czy można ocenić życie kilku pokoleń? Nie można, można za to przeczytać i wyciągnąć z tego wiele refleksji. Widać, że książka jest niezwykle osobista i zawiera wiele emocji przelanych na papier. To prawda, w zupełności zgadzam się, że tragiczne zdarzenia, które miały miejsce na Wołyniu wiele lat temu, mają wpływ na każde kolejne pokolenie, z którym wiążą się tamte czasy. I choć tam, zginęli nasi przodkowie, nie sposób sobie wyobrazić co czuli, tylko Ci, którzy tam byli, a którym udało się cudem przeżyć, mogą wypowiedzieć się na ten temat. Powinnam zatem zadać pytanie: Czy należy tę przeszłość puścić w niepamięć, czy może mówić o niej otwarcie?
"Jako matka trójki dzieci nie mogę wyobrazić sobie ogromu bólu, jaki musiały odczuwać wołyńskie kobiety, gdy widziały swoje córki i swoich synów nabijanych na widły, rozrywanych za nogi, wrzucanych do płonących budynków albo do studni."
Osobiście uważam, że należy pamiętać i o tym rozmawiać. To, czego dokonali bandy UPA na ludności polskiej Wołynia jest niepojęte. Serce się kroi, kiedy czytam, w jak bestialski, pozbawiony jakichkolwiek skrupułów sposób, mordowano Polaków. Nie było żadnej litości, niewinni ludzie ginęli. Ale najgorszy z tego wszystkiego jest obraz mordowanych dzieci.
"Prowadzono tak ten pochód przez sześćset metrów lasem, aż wyszli na zalaną słońcem polanę, gdzie pośród polnych kwiatów i traw ludzie zobaczyli świeżo wykopany dół. Większość przeżegnała się, szepcząc słowa modlitwy."
Kolonia Marusia to nie tylko brutalny obraz bestialskiego mordu ludności polskiej, to także osobiste przeżycia trzech pokoleń kobiet i trauma, która zagościła w każdym z nich już na zawsze. Autorka otwiera się przed swoimi czytelnikami, ukazując prawdę swego życia, które nie było zbyt kolorowe. Książkę czyta się szybko, zawarte w niej informacje poruszają każdy zakamarek ciała czytelnika, w niektórych momentach przyprawiając go o dreszcze. Ta powieść wywoła u nas niejednokrotnie łzy, ale te łzy nie są niczym złym, te łzy są bólem, który przeżyli tamci ludzie. Polecam.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję






środa, stycznia 18, 2017

"Róża" Agnieszka Opolska

"Róża" Agnieszka Opolska




*Tytuł: "Róża"
*Autor: Agnieszka Opolska
*Wydawnictwo: Opolska
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 413


*Ocena: 10/10
*Opis:


Są dni, że czujesz, jak niebo spada ci na głowę, bo ktoś cię bardzo zranił. Pragniesz znaleźć się jak najdalej, odszukać sens, zacząć od nowa. Tylko jak zacząć od nowa?

Świat Róży rozpada się wraz z odkryciem, że jej mąż utrzymuje zażyłą znajomość z dawną szkolną sympatią. Róża podejmuje najtrudniejszą decyzję w swoim życiu...

Niezwykła opowieść o pragnieniu miłości i poświęceniu. Przeczytana raz, pozostaje w pamięci na długo.



*Moje odczucia:


Jestem zachwycona powieścią Agnieszki Opolskiej. Gdyby nie to, że mąż o 1:30 w nocy zbulwersował się i powiedział, żebym zgasiła światło, bo nie może spać, z całą pewnością przeczytałabym na jednym wdechu. Ale nic się nie stało, te kilka stron przeczytałam zaraz po przebudzeniu się.

Życie ludzkie jest nieprzewidywalne. Kiedy wydaje ci się, że robisz wszystko jak należy, nagle twój świat traci grunt pod nogami. Zastanawiasz się, dlaczego tak się dzieje, co w życiu zrobiłaś nie tak, dlaczego los jest dla Ciebie okrutny.

Róża, a właściwie to Karolina nie miała łatwego dzieciństwa, ale w jej życiu pojawił się Daniel. Mogłoby się wydawać, że to idealne małżeństwo, gdyby nie to, że Daniel w ukryciu pisał ze swoją sympatią ze szkolnych lat. Ona to odkryła, wiadomości, które czytała stawały się coraz bardziej przytłaczające, więc postanowiła zniknąć z jego życia. Co by się stało, gdyby Daniel jednak nie ukrywał tej znajomości w ukryciu? Czy jej życie potoczyłoby się inaczej?
"Czy nie jest tak, że kiedy wszystko zaczyna się układać i jest dobrze, pojawia się w twoim życiu takie "coś", co przychodzi niespodziewanie, żeby wszystko rozpieprzyć? Zwykle to "coś" jest ładnie opakowane  i wygląda niewinnie, choć prawie zawsze znajduje się na tym napis, rysa, zagniecenie, które sugeruje ci, byś to zignorował, odłożył lub zniszczył... Ale zamiast tego bierzesz to "coś" do ręki i zaglądasz do środka..."
Autorka stworzyła powieść, która jest tak interesująca oraz inspirująca, że nie sposób się od niej oderwać. Fabuła pochłania czytelnika całkowicie, zabiera w swój świat. Bohaterowie są różnorodni na każdym kroku, do tego dobrze wykreowani. Widać, że Opolska włożyła wiele serca w powstanie tej powieści, "dopieściła" ją w każdym calu. Możliwość odkrywania dalszych losów bohaterów, a przede wszystkim ich nieprzewidywalność jest niewątpliwym plusem tej książki. Kiedy człowiek czyta, i z trafnością przewiduje dalsze losy bohaterów, powieść robi się nudna. Tutaj, tego nie zastaniemy. Każda kolejna pochłonięta strona powieści wnosi w nasze życie, nowe przemyślenia, skłania do refleksji.

 Ludzie w swoim życiu dokonują czasem zaskakujących wyborów. Róża, porzuciła całą swoją przeszłość, by zacząć od nowa. Ale jak zacząć coś od nowa, gdy człowiek nie ma żadnych perspektyw? W takich chwilach najczęściej pojawiają się całkiem obcy ludzie, którzy wyciągają do nas pomocną dłoń.

Niewątpliwie dzięki tej powieści zrozumiemy jak ważne jest niesienie pomocy drugiemu człowiekowi. Nauczymy się również, że nie wszystkim należy bezgranicznie ufać, gdyż możemy się czasem na kimś zawieść. Ludzie noszą w sobie sekrety, ale pamiętajmy, że prawda prędzej czy później i tak ujrzy światło dzienne. Nie zamykajmy się w sobie, otwarcie mówmy o swoich uczuciach. Nie warto tłumić ich w sobie, gdyż niejednokrotnie prowadzą do niepotrzebnego i niekontrolowanego gniewu.

Róża to powieść obok której nie można przejść obojętnie. Kiedy już ją przeczytamy, zaczniemy wyciągać refleksje na temat własnego życia. Uświadomimy sobie, że poświęcenie nie zawsze staje się tym, czego byśmy oczekiwali, a miłość może zawitać do naszych serc w najmniej oczekiwanym momencie. Autorka niczego nie bagatelizuje, ale też nie mydli nam oczu jakimiś tanimi chwytami. O tej książce nie da się tak po prostu zapomnieć. Polecam z całego serca!


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce.





wtorek, stycznia 17, 2017

"Gracz" Vi Keeland

"Gracz" Vi Keeland



*Tytuł: "Gracz"
*Autor: Vi Keeland
*Wydawnictwo: Kobiece
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 390


*Ocena: 10/10
*Opis:

OSTRA ROZGRYWKA ZMYSŁÓW, W KTÓREJ WSZYSTKIE CHWYTY SĄ DOZWOLONE

Delilah poznała Brody'ego Eastona w męskiej szatni. To miał być jej pierwszy wywiad, odkąd zaczęła karierę dziennikarki sportowej. Słynny rozgrywający decydował się odsłonić przed nią wszystkie karty. Dosłownie.

Arogancki i nieprzewidywalny gracz zrzucił ręcznik z bioder dokładnie w chwili, w której zadała mu pierwsze pytanie. Chyba liczył na flirt... A może po prostu chciał zaliczyć. Jedno wiadomo na pewno - Brody to ostry gracz, a Delilah nie umawia się z takimi typami. Brody ma jednak wobec niej inne plany, a męska duma zdobywcy nie pozwoli mu odpuścić. Kto odniesie zwycięstwo w tej piorunującej rozgrywce?

KAŻDA CHCIAŁABY GO ZMIENIĆ, ALE NIE KAŻDA WIE, ŻE ON SZUKA KOBIETY, DLA KTÓREJ WARTO SIĘ ZMIENIĆ



*Moje odczucia:


Cóż, zapewne niejedna z nas kobiet w swoim życiu marzyła o mężczyźnie takim jak Brody - sportowiec ze wspaniałym ciałem. Kobietom na jego widok miękną kolana, ale nie Delilah, która nie chce być tylko epizodem w czyimś życiu. Jak zatem nasz sportowiec rozegra swą grę, by i jej zmiękły w końcu kolana?

On jest arogancki i zawsze robi to co chce. Ona zawzięła się, że nie chce związku, w którym liczy się tylko seks. On pragnie ją zdobyć. Ona go odpycha. Ale serce nie sługa. Jak długo można się powstrzymywać przed czymś, co jest nieuniknione?

Kiedy Delilah w końcu otwiera powolutku swe serce, pojawia się ona - Willow i robi zamieszanie w ich życiu.
"W sekundzie jego usta znalazły się na moich. Otoczył mnie zaborczo ramionami. Kolana mi zmiękły, a serce biło szybko w piersi. Mogłabym przysiąc, że w moim żołądku nagle znalazło się stado motyli. Z językiem, od którego przeszył mnie dreszcz, polizał moje wargi i zmusił mnie do ich otwarcia. Wsunął język w usta agresywnie, a ja się nie opierałam. Nigdy wcześniej nie czułam w jednym pocałunku takiej desperacji i intensywności."
 Gwarantuję Wam, iż ta książka dostarczy Wam wielu doznań. Nie raz i nie dwa zabije wam szybciej serce, a puls przyśpieszy do granic wytrzymałości, do tego będziecie czuli dreszcze na całym ciele. Książka wciągnie was w swój świat i nawet nie zdążycie się zorientować, kiedy dobrniecie do końca, a kiedy już do tego dojdzie, poczujecie żal, że to już koniec tej wspaniałej przygody.

Vi Keeland stworzyła powieść, która nie ocieka na każdej stronie seksem. Wręcz przeciwnie, dawkuje nam go z umiarem, co jest wielkim plusem tej książki. Postać Brody'ego, to zdecydowanie postać, którą każda kobieta pokocha, bo jak tu nie pokochać tak wspaniałego i wysportowanego ciałka? Sama zadurzyłam się w nim (dobrze, że to tylko powieść literacka, inaczej miałabym przechlapane u męża), choć potrafił być bezczelny, to w głębi serca był człowiekiem o wielkim sercu. Zresztą czytając, sami się o tym przekonacie. Postać Delilah również polubiłam od samego początku. Pokazała, że nie każda kobieta jest łatwa, zwłaszcza gdy na celowniku jest taki przystojniak jak Brody. I chociaż z całego serca pragnie kochać i być kochaną, to obawia się, że życie znów napisze dla niej inny scenariusz.
"Nie chodziło o to, że bałam się zakochać. Byłam całkiem pewna, że już i tak się zakochałam. Bałam się, że jeśli znowu coś się stanie, nie zdołam się po tym pozbierać."
Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Świetnie wykreowane postacie, zaskakujące dialogi i porywająca fabuła, to wszystko co zadowoli czytelnika. Autorka pisze na najwyższym poziomie. Potrafi nas rozbawić, ale również i chwycić za serce.

Co mnie zawiodło w tej powieści? To, że tak szybko się skończyła.

Gracz to interesująca książka, która wywoła w nas istny rollercoaster emocjonalny. Zmierzymy się ze smutną przeszłością, będziemy świadkami wielkiego i nieocenionego oddania drugiej osobie oraz na własnych oczach przekonamy się, że każdego człowieka można zmienić na lepsze, wystarczy tylko chcieć. Jeśli macie ochotę obserwować rozgrywające się mecze, zabarwione nutką erotyzmu, to polecam gorąco.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję


poniedziałek, stycznia 16, 2017

Wywiad - Karol Kłos

Wywiad - Karol Kłos


Fot. Anna Okulewicz


Wspólnie z Claudią z Zaczytanej zapraszamy na pierwszy wywiad w Nowym Roku z niezwykle ciekawą postacią, jaką jest Karol Kłos.



1. Był Pan redaktorem lokalnej prasy. Jak to się stało, że postanowił Pan napisać powieść w stylu dziennika?

Zaczęło się od konkursu literackiego na dziennik inspirowany dziennikami Stefana Żeromskiego. Konkurs był adresowany do młodzieży szkolnej i pewnie miał związek z programem nauczania. Ja jednak przegapiłem tą informację w ogłoszeniu konkursowym. Napisałem swój tekst i wysłałem. Potem musiałem tłumaczyć się z tego ile mam lat i przepraszać za pomyłkę. Organizatorzy zachowali się jednak bardzo ładnie przyznając mi nagrodę poza konkursem. Było mi wstyd, ale tekst już istniał, więc postanowiłem nad nim dalej pracować. Gdy z 15 stron zrobiło się 300 zrozumiałem, że napisałem powieść.

2. Wiemy, że lubi Pan fotografować. Woli Pan fotografować ludzi, a może krajobrazy?

Zabawę z fotografowaniem rozpocząłem w wieku 10 lat. Na początku fotografowałem krewnych i znajomych. Potem fotografowałem również obcych podczas różnych spotkań i wieczorków. Były to czasy fotografii analogowej, czyli w aparacie miałem film z 36 klatkami i tylko tyle fotek mogłem wykonać. Potem nastała era fotografii cyfrowej i pstrykania wszystkich i wszystkiego. Zdarzało mi się robić tysiąc fotografii dziennie. Wtedy wielkość mojego archiwum fotograficznego mnie przerosła, ponieważ nie byłem w stanie nad tym zapanować. Trudno było znaleźć fotografię obiektu ze stu tysięcy różnych fotek. W końcu więc zacząłem fotografować tylko wtedy gdy wymagała tego sytuacja dla upamiętnienia spotkania. Najczęściej bywają to spotkania literackie.

3. Czy planuje Pan napisać kolejną powieść? A może taka się już tworzy?

Naturalnie. Napisałem już kolejną powieść i szukam dla niej wydawcy, a równocześnie piszę następną. Chociaż więcej czasu poświęcam na czytanie, to bez pisania nie potrafiłbym już żyć. Z pisaniem jest jak z nałogiem: im więcej pijesz tym bardziej jesteś spragniony. To znaczy chciałem powiedzieć, że im więcej piszesz tym więcej jest do napisania. Gdy przyjdzie kac to nie ma zmiłuj – siadasz i piszesz aż nadgarstki wysiadają, a rodzina zaczyna robić głupie miny.

4. Skąd narodziła się pasja do bycia Latarnikiem?

Latarnikiem zostałem przez przypadek. Tak to czasami w naszym życiu bywa. Pracowałem na wielkiej budowie, mieszkałem na kwaterze, w domu bywałem raz na tydzień. Wtedy zwolniło się miejsce pracy w latarni morskiej w moim miasteczku. Postanowiłem się ustatkować, no i zostałem pracownikiem Urzędu Morskiego, czyli latarnikiem. Pasja przyszła później.

5. Czy długo musiał Pan pisać, by raz pisać jako mężczyzna, a raz jako kobieta, w swoich książkach?

W obu moich dotychczasowych książkach piszę jako kobieta. W "Latarniku" jest kilka wskazówek, które na to wskazują, chociaż są czasami traktowane jako błąd korekty. Ot choćby ten fragment: "Byłam aniołem." Owo "byłam" zostało użyte celowo. Wyjaśnia się ten problem dopiero na końcu, ale w trakcie pisania cały czas musiałem o tym pamiętać. Pisze się inaczej niż czyta, chociaż wiele można poprawiać i zmieniać przed zakończeniem pracy. Takie smaczki sprawiają, że tekst staje się głębszy. Czasami jedno niepozorne zdanie okazuje się później bardzo ważne. To tak samo jak z ową mityczną strzelbą wiszącą na ścianie w przedstawieniu teatralnym, która przed końcem sztuki musi wystrzelić.

6. Jaki jest Karol Kłos prywatnie?

Prywatnie jestem nerwusem, cholerykiem i egoistą. Żartuję, oczywiście. Jestem raczej skromnym, cichym człowiekiem, który woli słuchać niż mówić. Dlatego tak chętnie uczestniczę w spotkaniach innych autorek i autorów, z których wiele osób zostało moimi przyjaciółmi bądź kolegami. Jestem też niepoprawnym optymistą, dlatego pomimo braku wielkiej kariery piszę nadal, chociaż żyję z innych pieniędzy. Być może to też daje mi więcej swobody.

7. Czy stawia Pan sobie postanowienia/cele noworoczne? Jeśli tak, to jakie?

Nigdy jeszcze nie udało mi się dotrzymać postanowienia noworocznego. To pewnie dlatego, że jestem leniem, który przyjemności wybiera przed obowiązkami, rozrywki przed pracą. Na całe szczęście pisanie także może być doskonałą zabawą, "grą w klasy".

8. Która z latarni szczególnie Pana zachwyca i dlaczego właśnie ta?

Jeżeli chodzi o latarnie morskie to są ich na świecie tysiące, jedne bardzo ładne, inne mniej, ale wszystkie mają ten swój urok magicznego miejsca, tajemniczego światełka, romantycznego zakątku. Ostatnio szykując się do spotkania z dziećmi odkryłem, że latarnie morskie można zbudować również z klocków Lego, że występują w grach komputerowych, grach karcianych, filmach o zbrodni, ale także o miłości. Nie mam tej jednej jedynej, ponieważ jestem na etapie sumowania wrażeń z różnych pięknych miejsc. Większość tych miejsc poznałem dzięki literaturze i filmowi, a także Internetowi.

9. Ile latarni w swoim życiu udało się Panu zwiedzić?

Osobiście poznałem tylko kilka latarni morskich: Hel, Jastarnia, Rozewie, Sopot, Gdańsk Nowy Port. To tyle. Nie jestem podróżnikiem tylko domatorem, dlatego nie planuję zwiedzania kolejnych latarni.

10. Co Pan czuje, gdy pisze?

No ... z tym pytaniem to lekka przesada. Co czuję? Podniecenie, jakbym miał się za chwileczkę spotkać z kimś upragnionym, narzeczoną lub kochanką, jakbym już ją słyszał przez okno, jakbym czuł drgania podłogi pod jej krokami w korytarzu, jakbym już widział otwierające się drzwi. Ponieważ ona jednak nigdy nie przychodzi to usiłuję ją w magiczny sposób przywołać pisząc kolejne strony. Wabię ją stukając w klawiaturę. Mrugam do niej patrząc w ekran komputera, a znacznie częściej w kartkę zeszytu, bo piszę raczej ręcznie. Słyszę jej cichy, nieco przyśpieszony oddech za moim ramieniem, ale nie mam odwagi spojrzeć. Boję się, że gdy przestanę pisać, to ona zniknie, przepadnie i nie wiadomo czy kiedykolwiek wróci. Nie wiem, czy to muza, ale to czuję.

11. Czy, gdyby mógł Pan coś zmienić w swoim życiu, zrobiłby Pan to?

Nie wiem tego. Często miałem wrażenie, że życie układa mi się wbrew mojej woli, a potem się okazywało, że właśnie tak miało być. Nie potrafię być kimś innym, więc muszę być tym kim jestem. Od siebie i swojego życia nie ma ucieczki.

12. Najzabawniejsza historia, jaka przydarzyła się Panu w życiu?

O wielu pewnie już zapomniałem, więc raczej nie będzie to najzabawniejsza. Ostatnio miałem remont w kuchni, wymianę niektórych szafek, więc trzeba było powynosić część wyposażenia. Żona pracuje, więc przygotowała wszystko do obiadu, a ja miałem ugotować ziemniaki. No więc ugotowałem i zadowolony z siebie zawiozłem obiad żonie do pracy. Zjadła, ale coś jej nie pasowało. Po powrocie do domu zapytała, czy posoliłem ziemniaki. Odparłem, że tak. Żona jednak nie była przekonana. Uważała, iż nie mogłem posolić, bo poprzedniego dnia wyniosła sól z kuchni. – No przecież pamiętam, że soliłem – odparłem oburzony. – Tak? – zapytała. – To pokaż sól. Natychmiast sięgnąłem do szafki i pokazałem jej biały słoiczek z przykrywką. – No to wszystko jasne – powiedziała żona. – To jest cukier puder.
13. Czy zdarzyło się Panu w życiu zmierzyć z krytyką? Jeśli tak, jak ją Pan przyjął?

Zazwyczaj bardzo źle znoszę krytykę, ale się z tym kryję. Udaję, że nic się nie stało. Jeśli krytyka dotyczy pracy, to staram się poprawić i dostosować do wymagań. Jeżeli natomiast krytyka dotyczy mojego prywatnego życia, to uważam, że sam najlepiej wiem jak żyć, a wszyscy inni mogą się wypchać. Jeżeli krytyka dotyczy spraw rodzinnych to złoszczę się i obrażam na cały świat, bo przecież ja jestem taki kochany.

Fot. Gabriela Szubstarska



Serdecznie dziękujemy autorowi za poświęcony nam czas.

niedziela, stycznia 15, 2017

"Z teściową za pan wróg" Izabela Milik

"Z teściową za pan wróg" Izabela Milik




*Tytuł: "Z teściową za pan wróg"
*Autor: Izabela Milik
*Wydawnictwo: Novae Res
*Rok wydania:  2015
*Ilość stron: 306

*Ocena: 7/10
*Opis:


OLA STOI U PROGU SZCZĘŚCIA. PRZEKRACZA TEN PRÓG, A ZA NIM CZEKAJ NA NI TEŚCIOWIE!

Czy dobre chęci z obu stron wystarczą, by życie małżonków i teściów popłynęło zgodnie i szczęśliwie? Jakie rafy na nich czekają? Co może okazać się barierą nie do pokonania? A wreszcie: jakie są konsekwencje zaniechań, błędów i złej woli?

Autorka stara się odpowiedzieć na te pytania, ukazując losy pary młodych ludzi – Oli i Rafała. Nie są nikim wyjątkowym. W ich problemach wielu z nas znajdzie odbicie swoich własnych, bo stworzenie rodziny jest zadaniem skomplikowanym. Trzeba pogodzić marzenia, oczekiwania i potrzeby nie tylko tych dwojga, ale także ich najbliższych

*Moje odczucia:


Teściowie...no właśnie. Jedni z Was mają ten temat już za sobą, jedni są w trakcie, a jeszcze innych dopiero to czeka. Mogłabym powiedzieć, że to temat jak "rzeka", nieskończenie długi. Nie zawsze relacje z teściami są tymi dobrymi. Bywa, że pragną za wszelką cenę ingerować w życie swych dzieci i ich rodzin, co niejednokrotnie sprowadza się do kłótni i niedomówień. Dlatego nieodparcie powtarzam, że jeśli już zakładamy rodziny, zamieszkajmy osobno, nie z rodzicami, nie z teściami. Nie ma to jak na swoim.

Izabela Milik w swoim debiucie przedstawia nam trudne relacje teściów z dziećmi, serwując nam przy tym sporą dawkę humoru. Książkę czyta się szybko, jest napisana prostym językiem, akcja jest wartka, a postacie jak najbardziej realne. Zapewne wielu z nas znalazło się w swoim życiu w podobnej sytuacji. Jeżeli raz pozwolimy swojej teściowej wejść nam na głowę, będzie się to powtarzało notorycznie. Wiadomo, jako synowe pragniemy być miłe dla swoich teściów, jednak zdarzają się sytuacje, które i nas przerastają, nie pozwalając być już tak miłą jak dotychczas.

Nasi bohaterowie, Ola i Rafał kochają się, pragną założyć rodzinę, mieć dzieci, ale na ich drodze wciąż pojawiają się jakieś przeszkody w postaci teściowej, która jest bardzo nachalna. Wtyka nos w nie swoje sprawy, zachowuje się nagannie i jeszcze w tym wszystkim twierdzi, że to jej dzieje się krzywda. Czy Rafał i Ola zdołają wytrzymać takie zachowanie na dłuższą metę?
"To podłe, podłe, podłe!!! Przecież ona doskonale wie, że tego nie chcę. Czy nie mam prawa do swojego domu sama wybrać niezbędne mi przedmioty? Czy ona nie usiłuje przeżyć za mnie życia?! - wściekała się bezsilnie w duchu. - Przecież każdy ma tylko jedno. Wiedziała, jędza, że w tej sytuacji nie mogę odmówić."
 Zawsze pragniemy żyć w zgodzie z teściami, bo po co niepotrzebnie robić sobie wrogów. Ale co zrobić w sytuacji, w której teściowe w każdy możliwy sposób pragną wejść z "butami" w nasze życie? Przecież to nasze życie, i mamy prawo je przeżyć tak jak chcemy my. W takich sytuacjach powinniśmy się im przeciwstawiać.
"Teściowa nie chciała i nie potrafiła się zmienić. W dalszym ciągu ignorowała wszelkie prośby Oli, tkwiąc w przekonaniu, że ma pełne prawo uczestniczyć w ich życiu tak, jak jej się podobało."
Przy tej książce nie sposób się nudzić. Choć autorka napisała czystą fikcję literacką, to jednak bardzo realną, więc z zapartym tchem śledzimy losy bohaterów. Nieoczekiwane zwroty akcji, zburzą nasz dotychczasowy tok myślenia i zbiją nas z tropu. Co do zakończenia? Z całą pewnością jest niebanalne, choć muszę przyznać, że wniosło do mojej głowy niemałe zamieszanie.

Z teściową za pan wróg to powieść, która niejednokrotnie wywoła uśmiech na naszej twarzy. Przy tym jest mocno zaskakująca, przez co nie raz i nie dwa zostaniemy "zmiażdżeni". Dlatego, jeśli jesteście jak może wyglądać życie z teściami, koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Ale uwaga! Nie bierzcie sobie zawartości książki całkowicie do serca! Potraktujcie ją troszkę z przymrużeniem oka!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję


sobota, stycznia 14, 2017

"Byłaś moim niebem" Barbara Litwicka [PRZEDPREMIEROWO]

"Byłaś moim niebem" Barbara Litwicka [PRZEDPREMIEROWO]

PREMIERA: 17.01.2017




*Tytuł: "Byłaś moim niebem"
*Autor: Barbara Litwicka
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 326

*Ocena: 10/10
*Opis:

Były już: radość, spokój i beztroska. I nagle los zabrał to wszystko, co piękne i pełne podziwu… Pozostały tylko wspomnienia…

Skomplikowany związek Witolda i Basi rozpoczął się, kiedy oboje byli zaledwie dziećmi. Dziewczynka, której rodzice nie potrafili poradzić sobie nawet z własnym życiem, nieoczekiwanie trafia do zupełnie obcych ludzi, którzy podjęli się opieki nad nią. Po latach dorosła już Basia wciąż zdaje się zagubiona w otaczającym ją świecie, a jej jedyną podporą jest niezmiennie Witek. Do akcji jednak niespodziewanie wkracza przeznaczenie i burzy całe szczęście zakochanych. Kiedy nie można już cofnąć tragedii, kiedy za późno na zmiany w życiu, kiedy nie przydadzą się dyplomy najlepszych szkół ani poważne stanowisko w świecie dyplomacji, Witold wraca pamięcią do wspomnień, gdy zauroczony nietuzinkową osobowością dorastającej Basi wyczekiwał uczucia: na zawsze i aż do śmierci.


*Moje odczucia:


Kochani, przed Wami książka, która porusza dogłębnie. Skończyłam czytać, a pomimo tego moje myśli wciąż krążą wśród bohaterów powieści. Tym razem, nie będzie to książka z happy endem, jednak będzie to książka, której losy bohaterów będziesz śledził z zapartym tchem, a ich odczucia przeżywał na własnej skórze.

Ta powieść jest wspomnieniem Witolda, który cofa się do najmłodszych lat, a dokładnie do dnia, w którym w drzwiach jego domu pojawiła się Basia.
Dzieci nie mają wpływu na swoje dzieciństwo, tylko i wyłącznie jak będzie ono wyglądało, zależy od ich rodziców. Nie w każdym domu jest sielanka, nie wszystkim się układa. Rodzice Basi nie potrafili sobie poradzić, dlatego jej mama zostawiła ją na pewien czas u całkiem obcych ludzi. Ale zastanówmy się, czy matka, która kocha swoje dziecko, jest w stanie zostawić je u całkiem obcych ludzi? Czy w takiej sytuacji zasługuje na miano Mamy? Dla mnie jest to niepojęte, bo jeśli, by się nawet paliło czy waliło na głowę, matka nie powinna zostawiać swojego dziecka. Powinna walczyć o lepszy byt dla niego i siebie samej.


Basia na szczęście została pod opieką ludzi, którzy pokochali ją od pierwszego wejrzenia. Między innymi tą osobą, był Witold, który dzisiaj wspomina z czułością minione czasy, które niejednokrotnie raniły go i przynosiły ból, ale również i nieopisaną radość.
"Był już dorosłym mężczyzną, a ze wzruszeniem wracał do chwil spędzonych razem z nią, do jej tanecznych improwizacji i do szopy kędziorów na głowie. Na to wspomnienie od razu poczuł owocowy zapach jej włosów, jakże inny od jego zapachu, chociaż mył głowę tym samym szamponem, co wówczas ona. Zobaczył w wyobraźni ciężar szorstkich pukli, podskakujących przy najmniejszym ruchu, i odczuł to prawie boleśnie."
 Basiula od małego była "w gorącej wodzie kąpana", wszędzie jej było pełno, wiedziała, czego chce od życia i do tego dążyła. Jednak przyszedł taki moment w życiu, w którym się pogubiła. Natomiast postać Witolda zasługuje na wyrazy uznania. To człowiek z krwi i kości, który pokochał Basieńkę w młodości i pozostał jej wierny na zawsze. To człowiek, który może być przykładem mężczyzny, który wie co to miłość, wie jak kochać, troszczyć się, ale i również, to człowiek, który potrafił wybaczać. Niejedna osoba z nas, nie potrafiłaby wybaczyć tego, co go spotkało. Bo jak wybaczyć coś, co na zawsze pozostawia dziurę w naszym sercu?

Barbara Litwicka ujmuje czytelnika swoim debiutem. Opowiada o trudnych i skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o problemach rodzinnych, o rozstaniach i cierpieniach, o głębokim bólu, który pozostaje w naszych sercach już na zawsze. O pogodzeniu się z utratą bliskiej osoby oraz o tym jak niektórzy ludzie potrafią manipulować drugimi i wpływać na ich psychikę.
"Zapowietrzył się na krótko i pogubił wszystkie słowa. Myśli splątały się w jedno kłębowisko i w postaci drutu kolczastego utkwiły gdzieś w klatce piersiowej, powodując ból i gorycz."
Byłaś moim niebem to poruszająca powieść o wspomnieniach tego co było i bezpowrotnie minęło. O tęsknocie za ukochaną osobą, o wzlotach i upadkach bohaterów. O umiejętności wybaczania i kochania mimo wszystko.  A przede wszystkim o skomplikowanych relacjach międzyludzkich.
Książka posiada wiele różnobarwnych bohaterów, którzy nie są przerysowani. To ludzie tacy sami jak my, którzy borykają się z problemami dnia codziennego. Całość wciąga już od pierwszych stron gwarantując sporą dawkę emocji. Z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów. Polecam.






Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję




czwartek, stycznia 12, 2017

"Był sobie pies" W. Bruce Cameron [PRZEDPREMIEROWO]

"Był sobie pies" W. Bruce Cameron [PRZEDPREMIEROWO]


PREMIERA: 15.02.2017 (od 1.02 książka będzie dostępna w salonach sieci Empik)




*Tytuł: "Był sobie pies"
*Autor: W. Bruce Cameron
*Wydawnictwo: Kobiece
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron:  391


*Ocena: 9/10
*Opis:


WSZYSTKIE PSY IDĄ DO NIEBA... CHYBA ŻE MAJĄ NIEDOKOŃCZONE SPRAWY NA ZIEMI.

Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca historia o oddanym psie Baileyu, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. Familijna opowieść nie bez powodu zasłużyła na ekranizację. Któż oparłby się urokowi poczciwego czworonoga, który w dodatku odradza się w kilku wcieleniach? Miłość nie zna granic, a Bailey dobrze wie, że najważniejsze to kochać i ...śmiać się!

Ciepła i chwytająca za serce opowieść o losach najbardziej wyszczekanego bohatera książki.


*Moje odczucia:

Każdy, kto w swoim życiu posiada bądź posiadał psa, zapewne niejednokrotnie zastanawiał się, o czym on sobie myśli? Czy rozumie wszystko to, co do niego mówimy? Dzięki tej książce, po części poznacie odpowiedzi na te pytania, gdyż głównym bohaterem powieści jest właśnie pies. I to z jego perspektywy poznajemy świat, który jest nieźle pomerdany.

Bailey prowadzi nas przez całą powieść, sam uczy się życia i otaczającego go świata. Ale niejednokrotnie to on sam, staje się nauczycielem dla ludzi. Mimo wszystko, jedno jest pewne - psy są uzależnione od swoich opiekunów. To tylko i wyłącznie od nich zależy jak będzie wyglądało ich życie.
"Dlaczego nie odstępowało mnie przeświadczenie, że jako pies mam w życiu coś do zrobienia?"
Wzięcie psa pod swój dach, jest równoznaczne z wzięciem odpowiedzialności za niego. Pies, to nie jest zabawka, którą możemy wyrzucić, gdy nam się znudzi. Każde zwierzę oczekuje miłości, czułości i zainteresowania.

Był sobie pies to powieść, która wzrusza i ujmuje za serce nie tylko miłośników psów, ale każdego człowieka. To powieść nie tylko o psie, ale o miłości, przemijaniu oraz wzajemnym zaufaniu. Pies, to najlepszy przyjaciel człowieka, a Bailey jest tego najlepszym przykładem. Można by rzec, że kiedy pies odchodzi idzie do nieba, jednak nasz bohater odradza się w nowym życiu, by wypełnić swoją misję.


Książka jest napisana w najprostszy ze sposobów. Podczas czytania czytelnik nie nudzi się, poznaje świat psimi oczami, oraz otaczających go ludzi. Przy tym korzystamy my sami, gdyż z każdą przeczytaną stroną uczymy się czegoś nowego - przede wszystkim o sobie samych.

Życia psa z życiem człowieka nie można porównać. Różnimy się pod każdym względem. Człowiek jest zabiegany, często nie ma na nic czasu, musi pracować. Natomiast pies żyje beztrosko (oczywiście, jeśli ma kochającego właściciela, który należycie się nim opiekuje), nie martwi się problemami dnia codziennego, w misce zawsze ma coś do jedzenia, domaga się pieszczot, ale także wnosi wiele pozytywnej energii do życia człowieka.
"Byłem psem, którego jedynym sensem życia było towarzyszenie i służba ludziom."

Sama jestem szczęśliwą posiadaczką suczki i nie raz, nie dwa zastanawiałam się jakie myśli krążą w tej psiej główce? Po części, dzięki tej książce, udało mi się wniknąć w głąb psiego rozumowania. Psy to niezwykle mądre stworzenia, są oddane człowiekowi i nigdy go nie opuszczają. Potrafią wyczuć u niego smutek, żal i cierpienie i dodawać mu otuchy.

Dzięki Baileyowi poznaliśmy psi świat z różnych perspektyw. On miał kilka żyć, a w każdym z nich inne zadanie do spełnienia. Zobaczyliśmy niezwykłą więź psa z człowiekiem, jego miłość, oddanie i poświęcenie. Psi świat jest pełen zagadek, niespodzianek oraz odkryć. Niestety nie wszyscy ludzie są przyjaźni tym istotom, bywają i tacy, którzy się nimi nie przejmują. Dlatego, zanim zabierzemy do domu psa, powinniśmy się dziesięć razy zastanowić, czy będziemy w stanie poświęcić mu całą swoją uwagę, czy będziemy potrafili wziąć za niego całkowitą odpowiedzialność, ale przede wszystkim czy podołamy temu zadaniu, jakim jest niejednokrotne poświęcenie względem naszego pupila. Zwierzę nie jest rzeczą, ono tak samo jak my - ludzie - czuje.

Był sobie pies to ciepła i wzruszająca powieść, która chwyci za serce swego czytelnika, pokaże mu czym jest prawdziwa miłość, przyjaźń i oddanie. Wniesie w nasze życie wiele radości i pozytywnego myślenia. Ale również skłoni do refleksji nad własnym życiem. Gorąco polecam tę powieść każdemu z Was. Gwarantuję, że uronicie niejedną łzę.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





poniedziałek, stycznia 09, 2017

Zapowiedź "Byłaś moim niebem"

Zapowiedź "Byłaś moim niebem"
PREMIERA: 17.01.2017



Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Byłaś moim niebem Barbara Litwicka.


Były już: radość, spokój i beztroska. I nagle los zabrał to wszystko, co piękne i pełne podziwu... Pozostały tylko wspomnienia...

Skomplikowany związek Witolda i Basi rozpoczął się, kiedy oboje byli zaledwie dziećmi.  Dziewczynka, której rodzice nie potrafili poradzić sobie nawet z własnym życiem, nieoczekiwanie trafia do zupełnie obcych ludzi, którzy podjęli się opieki nad nią. Po latach dorosła już Basia wciąż zdaje się zagubiona w otaczającym ją świecie, a jej jedyną podporą jest niezmiennie Witek. Do akcji jednak niespodziewanie wkracza przeznaczenie i burzy całe szczęście zakochanych. Kiedy nie można już cofnąć tragedii, kiedy za późno na zmiany w życiu, kiedy nie przydadzą się dyplomy najlepszych szkół ani poważne stanowisko w świecie dyplomacji, Witold wraca pamięcią do wspomnień, gdy zauroczony nietuzinkową osobowością dorastającej Basi wyczekiwał uczucia: na zawsze i aż do śmierci.


Czy ktoś z Was czuje, że chciałby przeczytać tę oto powieść?


Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger