czwartek, listopada 03, 2016

"Dom, którego nie było" Dorota Schrammek

"Dom, którego nie było" Dorota Schrammek







*Tytuł: "Dom, którego nie było"
*Autor: Dorota Schrammek
*Wydawnictwo: Szara Godzina
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 238


*Ocena: 10/10
*Opis:


Cztery kobiety spotykają się na wspólnej terapii. Każda z nich miała inne, ale zawsze skomplikowane relacje z matką. To wpłynęło na wybory życiowe bohaterek. Karolina jest nauczona bezwzględnego posłuszeństwa, Katarzyna była zakonnicą, z kolei Daria jest niechcianym przez matkę dzieckiem, którym zajmował się ojciec, Łucja była zaś wychowywana na arystokratkę traktującą mężczyzn jako środek do osiągnięcia celu. Terapeutka wyznacza listę poleceń do wykonania. Zadania są nietypowe, a każde przybliża bohaterki do odzyskania zachwianej równowagi. Czy to się uda? Czy nauczą się kochać i szanować siebie?

*Moje odczucia:

Dorota Schrammek w swojej powieści przedstawia nam cztery kobiety, które miały skomplikowane relacje z matką. Każda z nich doświadczyła innej "przypadłości", ale to właśnie terapia złączyła je i spowiła w piękną przyjaźń.

Jakie są Wasze relacje z rodzicami? Czy od zawsze mieliście dobry kontakt z matką? A może czuliście się niekochani? Odpychani? Niestety, takie rzeczy się zdarzają. Nie każda kobieta dorosła, by zostać matką przez co w chwili gdy tak się dzieje, popychają nią różne czyny, które być może nie zawsze są takie jak być powinny. Przecież dziecko nie jest niczemu winne, ono pragnie kochać i być kochanym.
"Ludzie są dziwni. Z jaką łatwością przechodzą od wielbienia do szkalowania, rozmyślała. Nie znając przyczyn, nie słuchając powodów... Ba! Rozdmuchują wyobraźnię, snują domysły i plotki."
Nie ma co ukrywać, to jacy się stajemy, w dużej mierze zależy od naszych rodziców. To oni mają wpływ na to kim się stajemy, dopóki są za to odpowiedzialni. Niestety nie każda kobieta potrafi sobie poradzić sobie z ciążą, a później z dzieckiem. Bywa, że los nie jest dla nas łaskawy, że dziecko rodzi się chore, a ludzie nie chcą go zaakceptować, więc wolą się go pozbyć bądź je pozostawić. Ale czy tak właśnie powinno wyglądać rodzicielstwo? Otóż nie, obowiązki rodziców powinny spoczywać na ramionach obojga rodziców, by każde z nich mimo kochającej rodziny, mogło realizować swoje marzenia.

Autorka stworzyła bohaterki, które choć momentami mogły nas drażnić i irytować, to były jak najbardziej prawdziwe. Nawet nie mamy pojęcia jak wiele kobiet boryka się na świecie z podobnymi problemami. Czy zatem terapia sprawi, że znów staną się radosnymi kobietami, kochającymi matkami, czy też kobietami mającymi odwagę spełniać swe marzenia?
"Życie jest tak krótkie, że każdego dnia powinno się czerpać z niego pełnymi garściami. Nie ma lepszego momentu na spełnianie marzeń jak tu i teraz."
Dom, którego nie było to niesamowicie wciągająca powieść, która niejednemu zapadnie głęboko w sercu. Nasze życie nie zawsze jest takie jak być powinno, zdarza się, że wydarzenia z przeszłości odciskają piętno na naszej przyszłości, lecz zapamiętajcie, że nigdy nie jest za późno, by coś zmienić w swym życiu na lepsze. Najlepszym dowodem na to są Karolina, Katarzyna, Daria oraz Łucja, czyli nasze bohaterki powieści. Pamiętajcie, by otwarcie mówić również o problemach, najlepiej w chwilach w których się pojawiają. No i najważniejsze - relacje rodzinne - to coś co jest niezwykle ważne, by utrzymać rodzinę w komplecie, szczęśliwą i radosną.

Gorąco zachęcam do przeczytania tej pozycji. Każdy z niej wyniesie jakieś morały - gwarantuję!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce oraz





czwartek, listopada 03, 2016

Wywiad z Anną Sakowicz

Wywiad z Anną Sakowicz

Kochani, miesiąc listopad rozpoczynamy z Claudią z Zaczytanej wywiadem z autorką książek - Anną Sakowicz. Zapraszamy do zapoznania się z odpowiedziami na nasze pytania zadane autorce.



Fot. Karolina Rambowska


  1. Czy którekolwiek postacie bądź przygody w Pani książkach zostały zaczerpnięte z życia realnego?

    Tak. Nawet całkiem sporo, bo najlepszą inspiracją jest właśnie życie. Myślę, że każdy autor wokół siebie szuka ciekawych zdarzeń czy niezwykłych portretów psychologicznych. Na pewno Joanna – bohaterka trylogii kociewskiej – ma sporo ze mnie. Dałam jej mnóstwo swoich cech, wpisałam jej losy w wycinek swojej biografii. Należy jednak pamiętać, że nie jest to wierne przeniesienie. No… Może z jednym bohaterem zrobiłam wyjątek – moim kotem, którego przeniosłam do świata powieściowego chyba właśnie jeden do jednego. Chciałam mu postawić pomnik trwalszy niż ze spiżu.
    Natomiast Janka – bohaterka „Niedomówień” − otrzymała mojego bzika na punkcie Gutenberga. Myślę, że trudno tworzyć w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Zawsze jakieś elementy przenosi się do świata literackiego.

  2. Od jak dawna pisze Pani książki?

    Debiutowałam zbiorem humoresek na początku 2014 roku. Wcześniej pisałam sporo do szuflady. Już jako nastolatka pragnęłam napisać powieść. Pracowałam nad nią razem z moim młodszym bratem. Wymyśliliśmy tytuł „Dżuma”, jednak bardzo szybko przekonaliśmy się, że ktoś już taką książkę przed nami napisał. Potem stworzyłam trzy powieści, które nigdy nie wyszły poza szufladę mojego biurka. Najdłużej dojrzewałam do tego, by skonfrontować moje pisanie z czytelnikiem. Bałam się, że to może pogrzebać moje marzenia i dlatego wolałam żyć mrzonkami o zostaniu pisarką. Na szczęście moja sytuacja rodzinno-zawodowa zmusiła mnie do tego, by wyjść poza szufladę.

  3. Prowadzi Pani blog, pisze książki, prowadzi własną firmę oraz zapewne poświęca czas rodzinie. Jak Pani to wszystko „ogarnia”?

    Chyba jednak tak dobrze „nie ogarniam”. Cierpię na deficyt czasu. Ciągle z czymś nie nadążam. Mam wyrzuty sumienia, że za wolno pracuję. Jednak gdy lubi się to, co się robi, nie traktuje się tego wyłącznie jak obowiązek. Mój świat zaczął kręcić się wokół pisania i jest mi z tym niezwykle dobrze. Staram się to godzić z życiem rodzinnym i z pewnością przy dobrej organizacji, wsparciu męża i córki jest to jak najbardziej możliwe.

  4. Jakie zakończenia książek lubi Pani najbardziej? Te z happy Endem, a może bez happy endu?

    Najbardziej lubię te pozostawiające niedosyt. Wierzę w inteligencję i wyobraźnię czytelnika, więc zostawiam mu zawsze trochę miejsca na własną wersję zakończenia losów bohaterów. Bardzo lubię, kiedy książki mają otwartą kompozycję, kiedy autor nie domyka wszystkich drzwi. To podsyca „apetyt” na więcej, a według mnie jest on wskazany podczas czytania. To tak jak z jedzeniem ulubionego deseru. Przejedzenie nie jest wskazane. A jeżeli kończymy ucztę z lekkim niedosytem, to z przyjemnością później sięgniemy po jeszcze i jeszcze…

  5. Jak Pani to robi, że w lekkiej, czasem dowcipnej formie, porusza trudne i ważne tematy?

    Bardzo nie lubię moralizowania i patosu. Jestem ich zagorzałą przeciwniczką. A żeby tego uniknąć, stosuję lekką formę i odrobinę humoru. Ponadto kiedy piszę książkę, zawsze mam pragnienie, by potargać trochę czytelnikiem, by dać mu różne emocje. Trochę rozbawić, by za chwilę zmusić do wzruszenia. Według mnie właśnie o emocje chodzi w literaturze, a jeżeli przeżywamy losy bohaterów, śmiejemy się albo płaczemy z nimi, to z pewnością po doczytaniu ostatniej strony szybko nie zapomnimy o książce. Zmusi nas ona do zastanowienia się nad poważnymi zagadnieniami. Nie chcę, by moje książki były pustymi „czytadełkami”, chcę, by prowokowały do myślenia, ale bez patosu i zbędnego moralizowania.

  6. Pani najnowsza książka to „Niedomówienia”. Z jakimi opiniami spotyka się Pani na jej temat?

    Mam nadzieję, że nie zapeszę, jeżeli odpowiem, że z dobrymi.  Pojawiło się już sporo recenzji tej książki i wszystkie potwierdzają, że moja praca nie poszła na marne. Ale nie chcę rozwijać odpowiedzi na to pytanie, bo nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca. Zawsze w sercu kryje się jakaś niepewność i lęk przed tym, jak czytelnicy przyjmą powieść. A jest ona przecież świeżo po premierze.

  7. Czy wierzy Pani, że losem każdego człowieka kieruje przeznaczenie?

    Trudne pytanie. Z jednej strony chciałabym wierzyć, że istnieje przeznaczenie, że nic nie jest w życiu przypadkiem, a jakaś boska ręka (obojętnie jak ją nazwiemy) kieruje naszym losem. Z drugiej natomiast odzywa się we mnie głos, który upomina i mówi, że wszystko jest wynikiem naszych wyborów, że to wyłącznie my mamy wpływ na to, co się nam przydarza. Oczywiście zależy od nastroju, która opcja bierze górę. Kiedy patrzę na swoje życie, wydaje mi się, że musiałam w nim zatoczyć wielkie koło, by wrócić do swoich marzeń z dzieciństwa i móc pisać książki. Pojawia się więc myśl, że takie było moje przeznaczenie. Ale czy na pewno? Nie wiem.

  8. Czy tworzy Pani zawsze swoje książki wcześniej w głowie, a może od razu ma Pani zarys postaci i ich historii, gdy przystępuje do pisania?

    Pomysły pojawiają się nagle. Czasami wystarczy jakiś błysk, spotkanie, osoba, a nagle w wyobraźni wyświetla mi się jakaś fabuła. Wszystko się zaczyna od tematu, problemu, jaki chcę poruszyć. Potem przychodzi czas na bohaterów. Czasami trwa to dość długo, zanim tego bohatera zobaczę i poczuję. Katarzyna Bonda napisała kiedyś, że to jest jak zachodzenie w ciążę. Coś w tym jest. Zarys fabuły musi nabrać wyraźnych konturów, by można było tworzyć konspekt książki. U mnie zresztą jest tak, że nigdy nie trzymam się konspektu. Zmieniam go w trakcie pisania. Najczęściej więc po zrobieniu ogólnego zarysu akcji, rozpisuję na bieżąco poszczególne sceny.

  9. Jak działa na Panią jesienny czas? Łatwiej wtedy pisze się książki?"

    Myślę, że pora roku nie ma znaczenia. Są po prostu lepsze i gorsze dni do pisania. Choć muszę przyznać, że krótsze dni mnie rozleniwiają, chętniej jestem wtedy czytelniczką niż autorką.

  10. Swoje książki pisze Pani odręcznie, na komputerze/laptopie, a może na maszynie do pisania?

    Piszę zawsze na laptopie. To bardzo wygodne. Robię też zapasowe kopie tego, co zapiszę, bo nie chciałabym, żeby moja praca szła na marne. Jednak mam zawsze sporo notatek spisanych odręcznie. Bywa, że spisuję pomysły na kartkach, które potem mój kot skrupulatnie ogryza. Jest więc moim pierwszym redaktorem. Zdarzyło się, że kilka wątków zostało usuniętych przez Nutusia.

  11. Ostatnio dużo się słyszy, że blogerki są nieuczciwe i sprzedają egzemplarze recenzyjne (często przed korektą) bez zgody autorów. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?

    Uważam, że egzemplarze recenzenckie nie powinny być sprzedawane. To nieuczciwe w stosunku do autorów i wydawców. Książki przed ostateczną korektą nie są przeznaczone do sprzedaży. I jeżeli ktoś chce być poważnym i szanowanym blogerem, powinien zdawać sobie z tego sprawę. Oczywiście mam na myśli te egzemplarze, które nie przeszły ostatecznej korekty. Wysyła się je tylko do zaufanych osób, więc to przykre, jeżeli takie zaufanie zostanie nadużyte. Inne egzemplarze książek (te dopuszczone już do sprzedaży) niech blogerzy sprzedają lub wymieniają, według mnie, mają do tego prawo.

  12. Lubi Pani rozmawiać ze swoimi czytelnikami, a może nie ma Pani z nimi zbytnio kontaktu?

    Bardzo lubię! Uwielbiam swoich czytelników! Zresztą prawdą jest to, że ludzie czytający książki są wrażliwi, ciekawi świata, przyjacielscy. Każde spotkanie z czytelnikami jest dla mnie niezwykle ważne. Obojętnie, gdzie i w jakich okolicznościach się odbywa, ważne, że jest wymiana myśli. To jest niezwykle motywujące! Bez czytelników nie ma pisania! Bardzo ich szanuję i dziękuję, że chcą czytać moje książki.

  13. Lubi Pani pisać przy muzyce i filiżance kawy/herbaty? Czy może woli Pani tworzyć w spokoju?

    Należę do osób, które lubią tworzyć w ciszy. Podczas pisania nie jem i nie piję. Nie chcę, by mnie coś rozpraszało. Najczęściej wtedy towarzyszy mi mój kot. Kładzie się obok i uczestniczy w procesie twórczym, mrucząc refleksyjnie. Taka muzyka w zupełności mi wystarcza.


Fot. Karolina Rambowska


Serdecznie dziękujemy autorce za poświęcony nam czas.

wtorek, listopada 01, 2016

Podsumowanie października

Podsumowanie października



Miesiąc październik przedstawiał się następująco.

Przeczytałam 11 książek:

1. "Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" K. Bromberg.
2. "W polu" Stanisław Rembek.
3. "Uwikłani. Hudson" Laurelin Paige.
4. "Ciapek" Wanda Szymanowska.
5. "Dziecko last minute" Natasza Socha.
6. "Hard Beat. Taniec nad otchłanią" K. Bromberg.
7. "Połączeni. Uwolnij mnie" Laurelin Paige.
8. "Z podróży do świata retro 2" Skarlet.
9. "Miód na serce" Edyta Świętek.
10. "manwhore" Katy Evans.
11. "Imagines" Anna Todd.

Łącznie daje to:
 
3904 przeczytane strony
czyli ok. 126 stron przeczytanych dziennie

Wspólnie z Claudią z Zaczytanej przeprowadziłyśmy 3 wywiady (Edyta Kowalska, Anna Ziemba-Lonc, Anna Klejzerowicz).

Na koncie przybył również kolejny patronat medialny



Wynik zatem chyba nie najgorszy, zważywszy na to, że pracowałam. Mam nadzieję, że za miesiąc będzie lepszy.

A u Was jak wypadł październik?


niedziela, października 30, 2016

"Imagines" Anna Todd

"Imagines" Anna Todd






*Tytuł: "Imagines"
*Autor: Anna Todd
*Wydawnictwo: Znak Literanova
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 720


*Ocena: 7/10
*Opis:


Anna Todd, autorka bestsellerowej serii AFTER w nowej książce! Fan fiction z Tobą w roli głównej!

SELENA GOMEZ, ZAC EFRON, BRACIA HEMSWORTH, EMMA WATSON, KANYE WEST, JENNIFER LAWRENCE, KYLIE JENNER, CHRIS EVANS i mnóstwo innych gwiazd –
oni wszyscy potrzebują właśnie CIEBIE!

WYOBRAŹ SOBIE, ŻE…

JUSTIN BIEBER od rana zasypuje Cię uroczymi niespodziankami z okazji rocznicy Waszego… ślubu.
KIM KARDASHIAN potrzebuje Cię, by przetrwać w świecie, w którym nie można robić selfie!…
Na pokładzie samolotu zaprzyjaźniasz się z chłopakami z ONE DIRECTION… W ramionach CHANNINGA TATUMA tańczysz najbardziej zmysłowy taniec na świecie…
Twój najlepszy przyjaciel ED SHEERAN ma dla Ciebie naprawdę szalony prezent urodzinowy…
DANIEL SHARMAN zabiera Cię na romantyczny spacer po plaży…

WYOBRAŹNIA NIE MA GRANIC, WIĘC WYOBRAŹ SOBIE, ŻE MOŻE ZDARZYĆ SIĘ WSZYSTKO, CO ZECHCESZ – Z KIM TYLKO ZECHCESZ


*Moje odczucia:


Imagines to zbiór 34 opowiadań o najpopularniejszych gwiazdach showbiznesu, z czego w każdym z nich Ty przyjmujesz główną rolę! Tak, to nie bajka! W tej książce wszystko może się zdarzyć.

Mówią, że jeśli człowiek czegoś pragnie, wszystko jest do zdobycia. W tej książce właśnie tak jest. Przyznaję jednak, że nie każdą gwiazdę rozpoznawałam i musiałam co nieco przeczytać o niej u wujka google, by móc choć trochę ją skojarzyć. Jedne opowiadania podobały mi się bardziej, drugie mniej. Niezawodnym plusem książki jest to, iż narracja jest tak skonstruowana, abyśmy mogli się utożsamiać z głównym bohaterem i wszystko dogłębnie przeżywać.
    
"To niezliczone małe uczynki nieznanych osób tworzą wielkie chwile ludzkiego postępu."
Każde z opowiadań rozpoczyna się od słów: Wyobraź sobie, że...
Ile razy Wy w waszym życiu wyobrażaliście sobie to czy tamto? Pewnie miliony razów.  Dzięki tej książce wasza wyobraźnia zacznie pracować na najwyższych obrotach. Wyobrazicie sobie rzeczy, o których nikomu się nie śniło. Macie ochotę na randkę z przystojnym aktorem, a może chętnie poszlibyście na kawę z jakimś nieziemskim biznesmenem, ale nie macie na to odwagi? W świecie fan fiction wszystko jest możliwe, tutaj nie ma żadnych granic, żadnych przeszkód. W tym świecie możesz dać się ponieść tak daleko jak tylko zechcesz.

Imagines to książka doskonała jako odskocznia od codzienności. Jest lekka i przyjemna w odbiorze. Pozwala nam chociaż na moment oderwać się od szarej rzeczywistości, przenieść się do świata, w którym my sami może nigdy byśmy się nie znaleźli, spróbować rzeczy niemożliwych, czy też wcielić się w skórę kogoś innego.
"Czasem to, czego nie możesz kontrolować, mobilizuje cię do dowiedzenia się, ile tak naprawdę jesteś w stanie osiągnąć."
Książka ma niezwykle przepiękną okładkę, która przyciągnie każdy wzrok, a której piękno trudno oddać na zdjęciu.  



Za książkę serdecznie dziękuję






sobota, października 29, 2016

"manwhore" Katy Evans

"manwhore" Katy Evans






*Tytuł: "manwhore"
*Autor: Katy Evans
*Wydawnictwo: Kobiece
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 393


*Ocena: 8/10
*Opis:


Kolejna gorąca seria Katy Evans, bestsellerowej autorki Real

Rachel czekała na taką szansę całe swoje życie. Piękna i utalentowana dziennikarka ma przeprowadzić wywiad z jednym z najprzystojniejszych, najbogatszych i najbardziej legendarnych biznesmenów w Chicago, znanym na mieście jako playboy, któremu nie oprze się żadna kobieta. Zdeterminowana dziewczyna jest gotowa zrobić wszystko, aby poznać sekrety Malcolma, a przy okazji napisać tekst, który zapewni jej błyskotliwą karierę.

Malcolm Saint jest bogaty, wpływowy i obłędnie przystojny. Na temat jego życia krążą legendy, ale nikt tak naprawdę nie wie, czy mają coś wspólnego z prawdą. Pan Saint ukrywa o wiele więcej, niż się wszystkim wydaje, a jedyną osobą, która może do niego dotrzeć, jest Rachel. Czy kobiecie uda się dowiedzieć czegoś więcej o mężczyźnie, o którym mówi cała śmietanka towarzyska Chicago?

Jego nazwisko to Saint - Rachel jednak szybko się przekona, że ze świętością Malcolm ma niewiele wspólnego...


*Moje odczucia:

Można by powiedzieć, że historia jakich wiele. On nieziemsko przystojny, bogaty biznesmen, który twardo stąpa po ziemi. Ona piękna i utalentowana, ale biedna jak myszka. Mimo wszystko, z każdą kolejną stroną nie mogłam się oderwać od lektury. Było w niej coś, co mnie przyciągało. Autorka umiejętnie włada językiem, który jest dla nas przyjemny.
"Jestem boleśnie świadoma dzielącej nas odległości - wiem, ile dokładnie centymetrów dzieli w tej chwili jego i mnie."
Rachel uwielbia swoją dziennikarską pracę. Właśnie dostaje szansę, by zaistnieć na tym rynku. Ma napisać demaskatorski artykuł o Malcolmie. W tym celu musi zrobić wszystko, by znaleźć się jak najbliżej niego. Dlaczego więc, kiedy jej się to udaje, zaczyna mieć mieszane uczucia? Co zrobi Rachel? Postawi na pracę i osiągnięcie sukcesu, a może da się ponieść uczuciom do tego przystojniaka?
"Rozum każe mi myśleć logicznie i spełniać dziennikarskie marzenie, gdy tymczasem pozostała część mnie protestuje, jeśli to oznacza utratę Sainta."
Jeśli kiedykolwiek, ktoś z Was zastanawiał się jak wygląda praca dziennikarza, ma okazję się temu przyjrzeć w tej oto powieści.  Mogłoby się wydawać, że to lekki i przyjemny zawód, ale tak naprawdę ten zawód wyzwala w człowieku wiele poświęceń. Czy zatem zawsze warto stawiać pracę na pierwszym miejscu? Czy ona zawsze powinna być najważniejsza w naszym życiu?
Czasem na niektóre zdarzenia nie mamy wpływu. A tym bardziej, jeśli w grę wchodzą uczucia.
"Nie znoszę tego, jak się przy nim czuję. Nie znoszę tego, że kiedy jestem daleko od niego, czuję się naga. Nie znoszę tego, że kiedy nie obejmują mnie jego ramiona, czuję się tak, jakby wyrwano część mnie. I nie znoszę tego, że zaczynają mnie zżerać wyrzuty sumienia."
No właśnie - wyrzuty sumienia - czy coś Wam to mówi? Jak często je miewaliście? Zawsze, ale to zawsze powinno się być szczerym z osobą na której nam zależy, żeby później nie wychodziły jakieś niepotrzebne niedomówienia. Lepiej powiedzieć prawdę samemu, aniżeli później ktoś miałby się dowiedzieć jej od kogoś innego, gdyż wtedy tracimy w oczach osoby, którą oszukiwaliśmy.

Manwhore to powieść, która może nie jest zbytnio zaskakująca swoją fabułą, jednak jest w niej coś, co napędza nas niczym motor, by czytać, póki nie dobrniemy do końca. To lektura idealna w sam raz na jesienny pochmurny dzień spędzony przy lampce wina. Gwarantuję, że zakończenie pozostawia nas z wieloma znakami zapytania, więc tym bardziej będziecie oczekiwać kolejnej części.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję




 

czwartek, października 27, 2016

Wywiad z Anną Klejzerowicz

Wywiad z Anną Klejzerowicz

Kochani zachęcam do przeczytania niezwykle przyjemnego wywiadu, który wspólnie z Claudią z Zaczytanej przeprowadziłyśmy z przemiłą autorką Anną Klejzerowicz.



Fot. z archiwum autorki






1. Wiemy, że oprócz pisania uwielbia Pani fotografować. Skąd takie zafascynowanie fotografią?

Fotografia to nie tylko fascynacja, to także jeden z pierwszych wykonywanych przeze mnie zawodów – w czasach, gdy nie istniała jeszcze fotografia cyfrowa, zdjęcia robiło się mechaniczną lub w najlepszym razie półautomatyczną lustrzanką, a wywoływało się je we własnej ciemni. Pasję wyniosłam z domu: ojciec fotografował, to on pierwszy uczył mnie patrzenia na świat przez obiektyw, a także obróbki zdjęć w ciemni fotograficznej. Później ukończyłam studium fotograficzne Związku Polskich Artystów Fotografików w Gdańsku, prowadzone między innymi – i przede wszystkim – przez wspaniałego artystę i pedagoga Stefana Figlarowicza. Fotografowałam  dla prasy, agencji reklamowych, no i głównie dla teatru. Ale to były lata dziewięćdziesiąte. Obecnie bawię się fotografią już wyłącznie na własny użytek. Najchętniej fotografuję przyrodę i zwierzaki, a czasem sama bywam fotografowana, co mnie – przyznaję – troszkę stresuje. Przywykłam raczej do stania po drugiej stronie kamery.



2. Kocha Pani teatr oraz pracuje w teatrze Atelier w Sopocie. Sama Pani pokochała teatr czy może ktoś zaszczepił w Pani tę miłość?

Ale to dawne dzieje! Z teatrem nie współpracuje już od ponad dziesięciu lat. Choć fakt, że współpraca z teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie była długa, trwała przez kilkanaście lat i z przyjemnością ją wspominam. Poznałam tam wielu wspaniałych ludzi, aktorów, kompozytorów, reżyserów, między innymi samą Agnieszkę, Przemka Gintrowskiego, Jacka Kaczmarskiego, wielu innych – same legendy. Kto we mnie zaszczepił zainteresowanie teatrem? Chyba nikt konkretny. Miałam szczęście wyrastać w mieście, gdzie w latach osiemdziesiątych prężnie działał świetny Teatr Wybrzeże. Razem z paczką przyjaciół potrafiliśmy latać tam niemal codziennie, a w weekendy to już obowiązkowo. Wtedy młodzież naprawdę interesowała się sztuką! Nie tylko się bawiła (choć też). Później wraz ze świeżo wtedy poślubionym małżonkiem zetknęliśmy się z założycielami teatru Atelier: Andre Ochodlo i Markiem Richterem. Zaprzyjaźniliśmy się, no i tak to się wszystko zaczęło.    

3. Wydała Pani interesującą trylogię Czarownica. Czy ma Pani w planach następną powieść?

Sądziłam, że napisałam trylogię, powiedziałam w niej wszystko, co miałam do powiedzenia w tym temacie, co było dla mnie ważne, i że temat ostatecznie zamknęłam. Jednak tylu ludzi – i nawet nie tylko kobiety, choć to niby „feministyczny” cykl – dopytuje o następną Czarownicę, że chyba nie będę miała wyboru i kiedyś w końcu do niej wrócę. Ale jeszcze nie mogę powiedzieć nic konkretnego. Trzymajcie kciuki, czarownice i czarownicy. 


4. Ma Pani na swoim koncie autorskim kilka wspaniałych dzieł. Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać?

„Dzieł” jest kilkanaście, choć pewnie nie wszystkie wspaniałe. Ale jak to się stało?... Ano, stało się tak, że się urodziłam i dość szybko nauczyłam się czytać i pisać. A odkąd poznałam literki, coś tam sobie zawsze pisałam. Nie wyobrażałam sobie życie bez książek, a czytanie i pisanie było dla mnie czynnością tak naturalną jak oddychanie. Więc kiedy dorosłam, zaczęłam pisać zawodowo – najpierw publicystykę dla prasy, potem dojrzałam do beletrystyki, aż w końcu zaczęłam pisać książki. A jeszcze w międzyczasie przez ładnych parę lat zajmowałam się redakcją książek i czasopism.

5. Czy zdradzi nam Pani jakąś tajemnicę z życia prywatnego Anny Klejzerowicz?

Ale ja nie mam tajemnic. A gdybym miała, to bym ich nie zdradziła, bo przestałyby być tajemnicami. Żyję spokojnie na łonie przyrody, mam zwierzaki, które są częścią rodziny, ogród, który zaniedbuję, choć go kocham, no i swoje pasje oraz pracę, która jest moim życiem. To wszystko!


6. Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać artykuły z zakresu historii sztuki?

Po prostu zawsze mnie to interesowało. Na tyle, że zrobiłam dyplom z teorii i historii sztuki, uczyłam plastyki w szkole na poziomie gimnazjalnym (lata temu) i sama najchętniej obracam się w świecie sztuki. O sztuce pisałam, ponieważ chciałam dzielić się nią z innymi pasjonatami. Poniekąd dalej to robię, teraz już w powieściach – zazwyczaj kryminalnych z wątkiem historycznym i z zakresu historii sztuki.  


7. Dom, praca, spotkania autorskie, teatr. Jak znajduje Pani czas dla rodziny oraz przyjaciół?

Teatr to już przeszłość, praca to moja pasja, dom ma już grubo ponad sto lat, więc skoro do tej pory stoi, to i dalej postoi. Rodzina dzieli zarówno moje pasje, jak i wspomaga moralnie w pracy. Jakoś sobie radzimy.

8. Cykl książek o Emilu Żądło cieszy się dużą popularnością. Kiedy i w jakich okolicznościach powstała w Pani głowie ta oto właśnie postać?

Był rok 2005 albo 2006, dokładnie nie pamiętam. Trudny czas, kiedy po raz pierwszy w postkomunistycznej Polsce głowy podnosiły stare polityczne demony, które obecnie już niestety rozgościły się w niej na dobre. A raczej na niedobre. Wtedy miałam już na koncie ileś tam opowiadań publikowanych w gazetach i chciałam je wydać w zbiorze (co zresztą wkrótce potem nastąpiło). Nawiązałam kontakty z wydawnictwami, aż w końcu ówczesny szef wydawnictwa Dolnośląskiego – tego jeszcze legendarnego – choć krótkimi formami akurat nie był zainteresowany, zachęcił mnie do napisania kryminału, konkretniej: kryminału miejskiego dla kultowej serii „z odciskiem palca” – a ja złapałam bakcyla. I wymyśliłam fabułę „Sądu Ostatecznego” z „gdańskim” tryptykiem Memlinga w tle. Powieść stała się początkiem cyklu o Emilu Żądło, który jako postać wymyślił się sam. Po prostu pojawił się w mojej głowie nagle, w pełni ukształtowany, od razu z imieniem i nazwiskiem, z zawodem dziennikarza śledczego, z wadami i zaletami, nawet z nieogolonym zarostem.


9. W zapowiedziach na Pani stronie internetowej widnieje zapowiedź książki Królowa Śniegu. Zdradzi nam Pani co nieco o tej pozycji?

Będzie to „zimowy” kryminał z tłem społecznym i wątkiem z przeszłości (nieodległej tym razem, bo z okresu PRL-u). Akcja będzie się rozgrywać głównie na prowincji, oczywiście gdzieś na Pomorzu Gdańskim, a całość będzie miała odniesienia do słynnej baśni Andersena. Powieść ukaże się nakładem wydawnictwa Filia, premiera przewidywana jest na luty 2017.  

10. Która z Pani książek jest najbliższa Pani sercu?

Nie ma czegoś takiego. Każda jest bliska, bo każda z niego wychodzi. Inaczej byłby to fałsz.


11. Jak dzisiaj wspomina Pani swoje dzieciństwo?

Jako wspaniałe i bardzo aktywne. Miałam mądrych rodziców, którzy nauczyli mnie wszystkiego: czytania książek, miłości do przyrody, wspinaczki górskiej, szacunku dla wszystkiego co żyje, licznych pasji, między innymi do sztuki, kultury, historii. Dociekliwości w rozwiązywaniu tajemnic. Ale także tolerancji oraz innych wartości, które do tej pory wyznaję i w zgodzie z którymi zawsze staram się żyć.  

12. Najmilsze wspomnienie związane z pisarstwem?

Och… Chyba jednak pierwsza książka. Pierwsze egzemplarze w dłoni. Na szczęście to przeżycie odradza się przy każdej premierze. Nawet po tylu latach.  


13. Co lubi Pani robić w wolnych chwilach, o ile takie posiada. Jakieś inne pasje?

Nie posiadam! Pisanie, czytanie, badania potrzebne do kolejnych książek, stadko zwierzaków i - w ostatnich latach - praca dla portalu literackiego „Książka zamiast kwiatka” pochłania cały mój czas. Ale ja nie narzekam.

 

Dziękuję i pozdrawiam!
Anna Klejzerowicz     


Fot. Joanna Pruszyńska, z festiwalu Afera Kryminalna 2016 w Gdańsku.



Serdecznie dziękujemy autorce za poświęcony nam czas.

niedziela, października 23, 2016

"Miód na serce" Edyta Świętek

"Miód na serce" Edyta Świętek





*Tytuł: "Miód na serce"
*Autor: Edyta Świętek
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 319




*Ocena: 10/10
*Opis:


Kiedy zdesperowana singielka postanawia zmienić swój stan cywilny, znajdujący się w zasięgu jej wzroku samotny mężczyzna ma nikłe szanse na pozostanie kawalerem. Nie inaczej jest w przypadku Ciaputka, na którego zarzuca sieci Agnieszka. Kobieta skutecznie realizuje zamierzenia, doprowadzając swego wybranka przed stopnie ołtarza. Na skutek niefortunnego splotu zdarzeń fajtłapowaty mężczyzna zostaje sam z półroczną córką Iwonką. Nadchodzi czas na to, aby w końcu dorosnąć i zatroszczyć się o maleństwo.
Sześć lat później Ciaputek nadal jest samotnym ojcem, ale z pomocą: mamusi, niani i wujaszka Google świetnie sobie radzi z opieką nad dziewczynką. Sęk w tym, że obydwoje odczuwają samotność i brakuje im w domu kobiety: matki dla dziecka, żony dla mężczyzny. Rezolutna Iwonka postanawia ożenić swojego „tatutka-ciaputka”. Ma już nawet upatrzoną kandydatkę na „panią Ciaputkową”. Co z tego wyniknie?

*Moje odczucia:


Najnowsza książka Edyty Świętek to czysty miodek na serce - tytuł całkowicie oddaje kwintesencję treści. Po raz kolejny jestem zachwycona powieścią autorki.


Bohaterów w tej powieści nie brakuje. Ale wspomnę tylko o kilku.
Ciaputek, to samotnie wychowujący swoją córeczkę tatuś. Na początku odrobinę irytowało mnie jego zachowanie, ale kiedy całkowicie się zmienił - przyznam szczerze - skradł moje serce. Z lekkomyślnego mężczyzny stał się prawdziwym i opiekuńczym ojcem.
Iwonka to 6-letnia dziewczynka, która wie jak zaskarbić czyjeś serce. Brakuje jej mamusi, która zginęła, gdy była malutka.
Elwira to kobieta, która została okaleczona na całe życie. W wyniku wypadku, w którym straciła oboje rodziców, a sama ledwo uszła z życiem, dowiedziała się, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Czy dla kobiety, to nie najgorsza rzecz jaką może usłyszeć w swoim życiu?
No i jeszcze nie sposób wspomnieć o Hannie, babci Elwiry, która jest przebojową kobietą, której można pozazdrościć.
"Zapamiętaj, synu, że ze wszystkich dóbr tego świata czas jest najcenniejszy, bo nie można go w żaden sposób odtworzyć ani pomnożyć. Raz utracony nigdy nie powróci."
Bohaterowie stworzeni przez autorkę nie są przerysowani, to osoby takie jak my - codziennie zmagające się z tym, co niesie im życie. Możemy się z nimi utożsamić, zapewne niejeden z nas znalazł się kiedyś w podobnej sytuacji, co oni. Z ogromnym zaciekawieniem śledzimy ich losy, trzymając kciuki, by los był już dla nich łaskawy. Większość z nich przeżyło jakieś traumatyczne zdarzenie w przeszłości, więc zdecydowanie należy im się odrobina miodku w życiu.
"Na nowo nauczyła się cieszyć tym, co ma, gdyż bez wątpienia nie brakowało osób, które los doświadczył jeszcze ciężej."
W życiu nie zawsze dokonujemy prawidłowych wyborów. Czasem zachowujemy się zbyt egoistycznie, by zauważyć coś więcej niż czubek własnego nosa. Możemy być otaczani również mnóstwem ludzi, a jednocześnie czuć się samotni. Duszenie w sobie bólu, cierpienia nie zawsze jest dobrym pomysłem. Każdy z nas pragnie miłości drugiego człowieka, jego uwagi oraz akceptacji.
"Zrozum w końcu, że miłość to nie jest stan posiadania drugiej osoby na wyłączność. To jest także poświęcenie się dla kogoś i rezygnacja z egoistycznych pragnień."
Bywa, że świat osuwa nam się spod nóg. Najważniejsze w takiej chwili jest to, aby mieć obok kogoś, kto pomoże nam utrzymać się w pionie.
"On bardzo dobrze wiedział, jak to jest, gdy ziemia usuwa się spod nóg, a obok nie ma nikogo, kto dodałby otuchy i zapewnił, że świat się nie kończy. Przytulił Elwirę i pogłaskał po plecach. Wiele dałby za to, aby ten gest choć trochę ukoił jej ból. Nagle pomyślał o tym, jak krucha i drobniutka jest istota, którą trzyma właśnie w ramionach. Mimo że miała mnóstwo przyjaciół i wszyscy bardzo ją lubili, była rozpaczliwie samotna."
Miód na serce to książka, która pozwoli nam uwierzyć, że w naszym życiu zawsze jest jeszcze szansa, by choć odrobinę je osłodzić. Edyta Świętek wylewa na nasze serca istny miodek, który raz skosztowany nie będzie chciał być odkładany. Zapewniam, że nie będziecie mogli oderwać się od książki. I uwaga! Nie zażywajcie nic słodkiego podczas czytania, gdyż książka wystarczająco osłodzi Wam te chwile.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce oraz




 
 
 

czwartek, października 20, 2016

"Z podróży do świata retro 2" Skarlet

"Z podróży do świata retro 2" Skarlet

*Tytuł: "Z podróży do świata retro 2"
*Autor: Skarlet
*Wydawnictwo: Sowa sp. z o.o
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 95

*Ocena: 10/10

*Moje odczucia:

Kochani, po raz kolejny zabieram Was w podróż do świata retro, którą oferuje nam Skarlet. Ile razy w Waszym życiu pragnęliście się przenieść do dawnego świata i poznać wszystkie "sekrety" tamtych czasów? Czy nie interesowało Was jak wyglądało życie dawniej? Czym różniło się od tego dzisiejszego?
"Dama to dobre maniery, wdzięk i doskonałe kreacje, zgodne z trendami mody."


Po raz kolejny przekonujemy się, że bycie damą do prostych zadań nie należało. Moda na przełomie XIX i XX wieku przechodziła ogromną rewolucję. Damy mogły pozbyć się gorsetów, nie musiały nosić już ogromnych kapeluszy oraz mogły zmienić długość sukien. Jednak nadal trzeba było trzymać szyk, który niewątpliwie odgrywał ważną rolę w świecie retro.

Znajdziemy tutaj również „dziesięcioro przykazań dla przyszłych małżonków", z których być może ktoś z Was zechce skorzystać.

Wiecie co mnie zastanawia? To, że kiedyś ludzie strzelali do siebie, można by rzec, że o byle głupotę. Wyobrażacie sobie, żeby w dzisiejszych czasach dwóch mężczyzn strzelało do siebie z powodu kobiety? Ilu mężczyzn musiałoby zginąć z tego powodu? Podejrzewam, iż niezliczona ilość.
"Strzelali się o honor dam lub własny, a nie rzadko powód był drobnostką."
Niewątpliwą zaletą książki jest ogrom przepisów kulinarnych, dzięki którym możemy porównać przepisy dawne z obecnymi. A być może, to właśnie te dawne będą lepiej smakowały? Może znajdzie się w nich jakiś magiczny składnik, który doda animuszu potrawie?  Oprócz przepisów na dania retro, możemy dowiedzieć się również co jadali w retro podczas wigilii, te przepisy również tutaj znajdziemy.

BARSZCZ WIGILIJNY. Nastawić na smak dużo włoszczyzny, dwie pieczone cebule, 5 dkg. grzybów suszonych i kilka buraków ćwikłowych. Gdy smak nagotowany, zalać go barszczem, wrzucić poszatkowane drobno buraki, zaprawić rumianą zaprażką z dużej łyżki masła z mąką, zagotować, posolić i dodać cukru do smaku. Do wazy włożyć osobno ugotowane na wodzie uszka z grzybów.

KARP NA PÓŁMISKU. Karpia, ważącego około 1i1/2 kilo, sprawić, osolić i po godzinie obetrzeć bibułką z wilgoci. Na półmisek, na którym ma się piec, kładzie się kawałek masła, wciska na karpia sok z cytryny, posypuje siekaną cebulą, okłada kawałkami masła, wlewa łyżkę smaku z jarzyn i wstawia do gorącego pieca. Ryba piecze się 15—25 minut, powinna być rumiana; podaje się wraz półmiskiem, na którym się piekła i polewa gorącem masłem.



Odkryjemy również sposób na długie życie, w końcu każdy z nas chciałby żyć jak najdłużej, odkrywać nieznane i zwiedzać świat.
"Urodzona w XIX wieku Anna  Fischer-Dückelmann, pytającym:  - Jak zapewnić sobie długowieczność? - odpowiadała: „Wystarczającem doprowadzaniem soli odżywczych i obfitem spożywaniem owocu. Obydwa tworzą zdrowe soki, silne kości, dobre trawienie, są więc wartościowym czynnikiem utrzymania zdrowia. Przypominamy podania o sędziwych pustelnikach, pędzących w lasach spokojne życie korzonkami i jagodami, którzy mimo to dożyli późnego wieku i zmarli bez choroby spokojną śmiercią. Cóż sprawiło im te zalety: zdrowie, długowieczność i łatwą śmierć? Sposób ich życia, ich pożywienie."
 Skarlet napomina również o reklamie, która towarzyszy nam od niepamiętnych czasów, a która jest dźwignią handlu. Wraz z postępem czasu ulega ona tylko wizerunkowi, jednak wciąż stanowi ważny element w sprzedaży. Chyba sami się zgodzicie, że ciekawa reklama przyciąga potencjalnego kupca do nabycia towaru?



Nie zabraknie również historii kryminalnych, dzięki którym pojawi się na Waszym ciele dreszczyk emocji. No i oczywiście pojawi się również Mucha.


Ale najważniejsze o czym chciałam wspomnieć i o czym wspomina również autorka to pisanie listów. Kiedyś pisanie tradycyjnych listów było na porządku dziennym, dzisiaj dzięki postępowi techniki ludzie pozapominali jak to przyjemnie jest dostać coś napisanego odręcznie.
"Może nawet są dziś tacy, którzy nie znają uczucia czasem pospiesznego otwierania koperty i nigdy nie słyszeli szelestu kartki, zapisanej ręką bliskiej osoby."
Ja, niewątpliwie należę do tej grupki, która ten szelest zna, gdyż często piszę listy oraz je otrzymuję. Nie znam przyjemniejszego uczucia, niż wzięcie koperty do ręki, wyjęcie listu ze środka i czytanie jego. Te uczucia, emocje pisane drugą ręką, które udzielają się również i nam. A jak to bywa u Was? Jesteście tradycjonalistami piszącymi listy, czy może nowoczesnymi ludźmi idącymi z techniką do przodu?  

Reasumując, Z podróży do świata retro 2 to kolejna wspaniała powieść Skarlet, która zabierze nas w przeszłość jakiej sami nie znamy. Dowiemy się jak to było posiadać szyk i damą być, poznamy wiele wspaniałych przepisów, które być może posłużą nam dzisiaj. A jednocześnie zastanowimy się czy w obecnym życiu za bardzo nie pędzimy na przód? Książka kończy się refleksją autorki nad obecnym życiem, w którym być może zapominamy o tym co najważniejsze. Kiedyś ludzie częściej się ze sobą spotykali, żyli bez internetu, telefonów, ale ich życie było bogatsze w życie towarzyskie. Czego nam brak, a co było w świecie retro najważniejsze dla ludzi? Tego dowiecie się, czytając tę lekturę. Gorąco polecam!


Książce patronuję medialnie!


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce.







środa, października 19, 2016

"Połączeni. Uwolnij mnie" Laurelin Paige

"Połączeni. Uwolnij mnie" Laurelin Paige










*Tytuł: "Połączeni. Uwolnij mnie"
*Autor: Laurelin Paige
*Wydawnictwo: Kobiece
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 338

*Ocena: 7/10
*Opis:

Nowa emocjonująca seria bestllerowej autorki Uwikłanych.

Pulsująca zmysłowość, której nie sposób okiełznać.


Pamiętasz Gwen z Uwikłanych?
Życie nigdy jej nie rozpieszczało, a przeszłość nawiedza ją niczym mroczny cień, który nie pozwala o sobie zapomnieć. Osiągnęła jednak znaczny sukces zawodowy - zarządza jednym z najpopularniejszych klubów nocnych w Nowym Jorku, jest singielką i bezpiecznie czuje się tylko w takich sytuacjach, które może w pełni kontrolować.
Wszystko ulega diametralnej zmianie, kiedy w klubie poznaje bogatego i przystojnego playboya - JC. On za wszelką cenę postanawia zburzyć mur, którym się otoczyła. Chce dać jej wolność i nieograniczoną ilość rozkoszy. Zawierają więc układ, który tylko z pozoru wydaje się jasny.
Wkrótce seks bez zobowiązań już im nie wystarczy, a JC okaże się jedyną osobą, na której Gwen będzie mogła polegać.
Czy Gwen zdoła posłuchać swego serca i otworzy się na prawdziwą miłość?

*Moje odczucia:



Zapewne niektórzy z Was zapoznali się z Uwikłanymi tej właśnie autorki. Gwen również tam się pojawiła, a dzisiaj jest główną bohaterką książki o której mowa. To kobieta, która nie ma łatwego życia, a przeszłość nie daje jej o sobie zapomnieć. Lubi mieć wszystko pod kontrolą i trzymać się określonych zasad, ale co zrobi kiedy na jej drodze pojawi się uroczy JC, który będzie pragnął łamać je wszystkie?

On - przystojny mężczyzna, który na temat swojego życia nie zdradza nic. Inteligentny, bystry i pewny siebie, zawsze wie czego pragnie. Proponuje Gwen nietypowy układ, ale czy sam będzie potrafił w nim wytrwać? Co zrobią, kiedy w ich układzie pojawią się uczucia, których miało przecież nie być?
„Ustalili zasady – tylko seks. Zapomnieli jednak o tym, że serca nikt nie pytał o zdanie.”

Muszę przyznać, że ok. pierwszych 100 stron okropnie mnie nudziło, nic wiele się nie działo, dopiero później lektura pochłonęła mnie na całego. Niewątpliwą zaletą książki jest postać Gwen, którą da się polubić już na pierwszych stronach książki. Z zaciekawieniem śledzimy jej losy i pragniemy, by w życiu układało jej się jak najlepiej. No i jeszcze on, tajemniczy JC, o którym nie dowiemy się praktycznie nic, gdyż Laurelin Paige trzyma nas - czytelników w ciągłej niewiedzy, potęgującej chęć odkrycia jego historii, ale na to musimy zaczekać na drugą część książki.

Bardzo spodobała mi się wieź między rodzeństwem, czyli Normą, Gwen oraz Benem. Tak właśnie w prawdziwym życiu powinna wyglądać więź między rodzeństwem. Jedno za drugim powinno wskoczyć w ogień. Przeszłość odcisnęła wielki ślad w ich życiu, a mimo to wciąż trzymają się razem, jeden drugiemu pragnie zawsze pomagać. A jak wygląda to w Waszym życiu? Czy zawsze i wszędzie wspieracie swoje rodzeństwo? A może jesteście ze sobą skłóceni? Czasem warto się zastanowić, przemyśleć czy zawsze postępujemy wobec rodzeństwa słusznie?

Czego nam w tej książce nie zabraknie? Oczywiście pikantnych scen erotycznych, jak na erotyk przystało. Do tego dodajmy szczyptę tajemniczości i już mamy wciągającą lekturę. Nie sposób nie wspomnieć o emocjach, którymi bohaterzy aż kipią, a które udzielają się również i nam.
"Problem polegał na tym, że się zmieniałam. To JC mnie zmieniał. Po kawałku kruszył mury, uwalniając mnie z więzienia. Jednak jego mury były wysokie jak zawsze."
Połączeni. Uwolnij mnie to kolejny świetny erotyk w dorobku Laurelin Paige. Książka napisana lekkim stylem, świetnie wykreowani bohaterzy i aura tajemniczości, to wszystko co umila nam czytanie. To historia dwójki młodych ludzi, którzy zmagają się ze swoją przeszłością. I choć książka nie jest doskonała w każdym calu, warto dać jej szansę. Polecam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



poniedziałek, października 17, 2016

"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" K. Bromberg

"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" K. Bromberg



*Tytuł: "Hard Beat. Taniec nad otchłanią"
*Autor: K. Bromberg
*Wydawnictwo: Helion
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 349

*Ocena: 8/10
*Opis:

W miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone!

Życie korespondenta wojennego Tannera Thomasa zmienia się bezpowrotnie, gdy podczas jednej z reporterskich wypraw ginie Stella — jego narzeczona, a jednocześnie fotografka, z którą współpracował przez ostatnie dziesięć lat. Targany bólem rzuca się w wir kolejnych niebezpieczeństw, by choć na chwilę zapomnieć o tej stracie. Pomaga mu w tym Beaux Croslyn, nowa partnerka zawodowa, dla której Tanner — z wzajemnością — traci głowę.

Beaux w niczym nie przypomina typowej kobiety. Nie chce rozmawiać o swoich sekretach i nie chce się angażować, ale próbuje przyciągnąć Tannera bliżej, żeby ukryć się we mgle wzajemnego pożądania. Niestety, jej przeszłość zaczyna zagrażać ich relacji, a nawet życiu. Wówczas reporter postanawia za wszelką cenę odkryć prawdę.

Pełna sekretów, namiętności i adrenaliny opowieść o miłości wbrew wszelkim regułom, postanowieniom i obietnicom. Czy Tanner i Beaux mogą liczyć na odrobinę szczęścia?

*Moje odczucia:

Głównym bohaterem powieści jest Tanner Thomas - korespondent wojenny, który zmaga się ze śmiercią swojej partnerki Stelli oraz przyjaciółki. Wiadomo, że śmierć bliskich osób zawsze jest dla nas ciężkim przeżyciem, z którym nie możemy się pogodzić, i wciąż zadajemy pytania: dlaczego? Rzadko kiedy jednak dostajemy na te pytania odpowiedzi. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć scenariusza życia każdego z nas, zawsze pozostanie on dla nas zagadką.
"Ten, kto powiedział,że miłość jest jak wojna, którą łatwo rozpocząć, lecz trudno zakończyć, dobrze wiedział, o czym mówi."
Tanner żeby poradzić sobie ze stratą, rzuca się w wir pracy, która tak naprawdę jest niebezpieczna. Czy ktoś kiedyś z Was postawił się na miejscu reportera? Zastanowił się, co niejednokrotnie musi zrobić, by uzyskać dobry materiał do swojej pracy?

No i jeszcze główna bohatekra Beaux - nowa partnerka w pracy Tannera. To kobieta, która wie czego chce i wie jak sama ma o siebie zadbać. Do romantyzmu jej bardzo daleko. Potrafi być okropnie pyskata, ale na temat swojej przeszłości nie zdradza nic. Co zrobi, kiedy okaże się, że właśnie ta jej przeszłość będzie zagrażać nie tylko jej, ale i Tannerowi?
"Lepiej upaść twardo i roztrzaskać sobie serca na kawałki, a potem odbić się od dna, niż rozpadać się kawałek po kawałku, zrywając kolejne cieniutkie nitki nadziei. "
K. Bromberg po raz kolejny zachwyciła mnie swoją powieścią. Dodatkowo narracja jednoosobowa wywarła na mnie pozytywne wrażenie, ponieważ dzięki niej autorka w pewnym stopniu trzyma postać Beaux w tajemniczości. Odkrywanie na każdej kolejnej stronie powieści prawdy o niej, jest niezwykle interesujące i sprawia, iż nie możemy się doczekać, aż poznamy całą prawdę.

Hard Beat. Taniec nad otchłanią to powieść, która dostarczy Wam istniej mieszanki wybuchowej, jeśli chodzi o emocje. Sceny erotyczne wyzwolą w Was pożądanie oraz pobudzą wyobraźnię. Autorka dopracowała każdy szczegół fabuły, przez co czytelnik nie ma szans na rozczarowanie. Barwne postacie, wciągająca treść, i wiele zagadek sprawi, że miło spędzicie czas z lekturą.

Zachęcam do przeczytania, gdyż warto!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję


Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger