sobota, stycznia 16, 2021

"Ogień i lód" Joanna Wtulich

"Ogień i lód" Joanna Wtulich

 



TYTUŁ  "Ogień i lód”

CYKL Trylogia lwowska (tom 1)

 

AUTOR Joanna Wtulich

 

DATA PREMIERY 07.10.2020

 

WYDAWNICTWO  Lira

 

ILOŚĆ STRON 304

 

 

 

 

OCENA  4/6

 

OPIS




 

Młodziutka hrabianka Anna Lipińska, która debiutuje na lwowskich salonach, zwraca uwagę pułkownika Michała Dukajskiego. Śmiałej i nie bojącej się wyrażać własnych opinii Annie wpada jednak w oko przybyły niedawno z Paryża przemysłowiec, Adam Małaszewicz.
Niestety, nie wszystko potoczy się po myśli hrabianki…

Towarzyska kompromitacja, rodzinny majątek na skraju bankructwa i skradzione klejnoty to nie jedyne zmartwienia Anny. Czy młoda bohaterka znajdzie sposób na pogodzenie obowiązków z pragnieniami?

Romanse, konwenanse i intrygi…

Przekonaj się, czym naprawdę żył Lwów czasów naszych przodków. Sięgnij po pierwszy tom doskonałego romansu historycznego Joanny Wtulich.



MOJE ODCZUCIA

 

 

Jako, że poznałam już pióro autorki wcześniej, wiedziałam, że przy jej lekkości pisania i niesamowitym darze opowiadania przepadnę w tej książce. I tak właśnie było. Przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, nie odrywając się ani na moment. Zapytam tylko, jak można w tak kluczowym momencie zakończyć powieść? To powinno być karalne. Tyle pytań, niedomówień i bach… nagle koniec książki.
Ale z drugiej strony mogę to wybaczyć autorce, gdyż tylko podsyciła moją ciekawość i teraz z niecierpliwością oczekuję kolejnego tomu.

– Wiesz co ci powiem? Czasem to słowa robią więcej krzywdy niż broń.

Anna Lipińska jest hrabianką, która ma debiutować na lwowskich salonach. Ma niezwykle niewyparzony język, nie obawia się wyrażać swojego zdania, narażając się nawet własnemu ojcu. Czasem zbyt porywcza, nie dająca dojść rozumowi do głosu.
Michał Dukajski, pułkownik, silny i męski, surowy w obyciu, może zbyt zamknięty w sobie. Mężczyzna z poczuciem humoru, ale także z nutką cynizmu. Jeśli wyznaczy sobie jakiś cel, dąży do niego nawet po „trupach”.

Ona wpada jemu w oko, natomiast On jej nie. Między nimi jest żar, ogień i namiętność, choć Anna nie potrafi się do tego przyznać. Zauroczona Adamem Małaszewskim, wciąż odpycha od siebie Michała, często zachowując się lekkomyślnie. Pułkownik nie jest jednak zrażony jej zachowaniem, wręcz przeciwnie, to właśnie jej upór i umiejętność wyrażania własnego zdania tak przyciągają go do siebie. Czy kiedy ogień i lód spotkają się na swojej drodze są w stanie stworzyć coś prawdziwego okraszonego prawdziwym uczuciem?

Joanna Wtulich w swoim romansie historycznym przedstawia nam życie kobiet, które tak naprawdę nie miały prawa mieć własnego zdania. Najpierw zdane na swoich ojców, a później mężów, muszą się im całkowicie podporządkować. To właśnie mężczyźni w tamtych czasach byli najważniejszymi członkami rodzin, którzy zawsze mieli do powiedzenia ostatnie zdanie. Autorce udało się w doskonały sposób przedstawić losy takich oto kobiet. I choć Anna momentami mnie denerwowała swoją porywczością, to w pewien sposób ją podziwiałam  za walkę o własną wolność. Prawdę powiedziawszy nie wyobrażam sobie, że nagle miałabym żyć w takich czasach. Pomyślcie, czy chciałybyście, aby o waszym losie decydował ojciec? To z kim macie się związać i z kim żyć przez resztę życia? Ja nie dopuszczam do siebie nawet takiej myśli. Niemniej takie to były czasy, w których kobiety nie miały żadnych praw. Jak dobrze, że to się zmieniło.

- Nigdy nie będzie nam, kobietom, lepiej, jeśli będziemy się godzić na wychodzenie z niewoli rodzicielskiej po to tylko, żeby znaleźć się w niewoli mężowskiej! Nigdy nie będzie inaczej, jeśli zostawimy to w rękach najmniej zainteresowanych zmianą, czyli mężczyzn! – Anna weszła na swój ulubiony temat. Zerwała się z miejsca i wymachiwała szczotką.

Doskonała kreacja bohaterów, którzy są wyraziści, z zaletami i wadami, z własnymi przeżyciami. To postacie, które idą do przodu nie oglądając się na boki. Bohaterowie, którzy z całą pewnością przekazują nam, czytelnikom swoje emocje. Świetne tło historyczne powieści, pozwala nam się przenieść na jakiś czas do Lwowa. Wartka akcja, romanse i intrygi, które tylko potęgują ciekawość i niewiedzę czytelnika. Całość czyta się niezwykle przyjemnie i szybko.

Autorka w swojej powieści pokazuje nam nie tylko trudne życie kobiet w zamierzchłych czasach, ale różnice pomiędzy panienkami z bogatych i biednych rodzin. Jak bardzo różni się życie pomiędzy taką społecznością. Znajdziemy interesujące opisy strojów z tamtych czasów, i choć muszę przyznać, że sama w takim nie chciałabym wystąpić, to podziwiam tamte kobiety za ich noszenie.

- To jest jak pożar. On jest jak pożar, jak huragan. Niszczy wszystko, co spotyka na swej drodze, ale kiedy cię obejmuje, wiesz, że nic ci nie zrobi, że jesteś bezpieczna. – Spojrzała na przyjaciółkę i zacisnęła pięści. – Ale to pozory. Bo ten człowiek nie ma skrupułów. To bestia, która zrobi wszystko, by zdobyć to, na czym jej zależy.

Ogień i lód to niezwykle interesująca, pełna przygód i intryg podróż po czasach dawnego Lwowa z romansem historycznym w tle. Powieść, która absolutnie wciąga już od pierwszych chwil i nie pozwala się od siebie oderwać. Historia pokazująca starcie dwóch różnorodnych pod każdym względem charakterów. Koniecznie przeczytajcie.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce oraz





piątek, stycznia 15, 2021

"Zapomnij, że istniałem" Beata Majewska

"Zapomnij, że istniałem" Beata Majewska

 



TYTUŁ  "Zapomnij, że istniałem”

CYKL Zapomnij, że istniałem (tom 1)

 

AUTOR Beata Majewska

 

DATA PREMIERY 13.05.2020

 

WYDAWNICTWO  Jaguar

 

ILOŚĆ STRON 368

 

 

 

 

OCENA  6/6

 

OPIS




 

CZY DA SIĘ UCIEC PRZED PRZESZŁOŚCIĄ? CZY MOŻNA ZAPOMNIEĆ O KOSZMARZE, O BÓLU I PARALIŻUJĄCEJ TĘSKNOCIE?

Rafał Snarski, były bokser i gangster, człowiek mający za sobą najgorszą z możliwych strat, ukrywa się tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Próbuje odnaleźć równowagę, bo o szczęściu już dawno przestał marzyć. Lecz przeznaczenie tak łatwo nie odpuszcza, a w mroku dawnych lat nadal czai się zło. Czy uda mu się przetrwać i jaką rolę odegra w całej sytuacji Luiza? Młoda piękność wkroczy w życie Snarskiego, stukając szpileczkami i z plikiem urzędowych dokumentów pod pachą. Z czasem okaże się, że dziewczyna potrafi niejednym Snarskiego zaskoczyć. Na przykład umiejętnością prowadzenia pasieki. Tych dwoje to jak ogień i jeszcze więcej ognia. „Zapomnij, że istniałem” – kto usłyszy te słowa i czyje serce pęknie kolejny raz?



MOJE ODCZUCIA

 

 

Zaczęłam wczoraj czytać tę powieść i po prostu nie mogłam przestać, dopóki nie dobrnęłam do końca. Ależ emocji mi zaserwowała Beata Majewska. Ta historia wciąż siedzi głęboko we mnie.

Rafał Snarski, niezwykle przystojny były bokser. Przenosi się do Milikowa, by uciec przed przeszłością. W życiu spotkało go wiele złego, dlatego teraz jest arogancki, chamski i bezpośredni. Nie bawi się w jakieś uprzejmości, a tym bardziej w uczucia, bo doskonale wie, że nie warto. Kiedy poznaje na swojej drodze Luizę, panią sołtys jest wobec niej wredny. Luiza pomimo tego, nie zraża się do końca i oferuje pomocną dłoń przy pasiece. Oboje czują, że coś ich do siebie przyciąga.

Snarski był jak ogień, jak fala tsunami, jak wicher, który spada bez uprzedzenia, kręci jak oszalały i miota.


Muszę przyznać, że ta historia jest tak interesująca, tajemnicza, a zarazem zaskakująca, że nie sposób się ode niej oderwać. Autora zafundowała nam bombę emocjonalną, bohaterów z krwi i kości oraz historię, która na długo zapada w pamięci. Tutaj cały czas coś się dzieje, na jaw wychodzą sekrety z życia Snarskiego, pojawiają się gangsterzy, także jest całkiem ciekawie. Poziom adrenaliny wzrasta z każdą przewróconą stroną powieści.

Rafał Snarski to mężczyzna pozbawiony wszelkich skrupułów. Dawno temu zapomniał co to uczucia, gdyż los pozbawił go czegoś najcenniejszego w życiu. Potrafi być miły i uprzejmy, jednak częściej zdarza mu się być chamskim i pogardliwym. Z początku Luiza drażni go na każdym kroku, jednak z każdym kolejnym dniem zaskakuje go coraz bardziej. Później wręcz łaknie jej towarzystwa.

Luiza Mleczko, sołtys Milikowa, kobieta, która zawsze oferuje pomocną dłoń nie oczekując niczego w zamian. Wierna i oddana swojemu narzeczonemu. Jednak kiedy poznaje Rafała, coś zaczyna się w niej zmieniać. Kiedy trzeba potrafi pokazać swoje pazurki i zawalczyć o swoje. Snarski jest dla niej jedną wielką zagadką. Nie zna go, a on jest bardzo tajemniczy. Uczucia jednak nie jest w stanie wyprzeć, bo to, że z każdym dniem zakochuje się w tym facecie jest pewne.

Czy człowiek, który umarł za życia, potrafi jeszcze raz pokochać? Czy jest w stanie oddać swoje serce w ręce kobiety, która z całą pewnością na niego oddziałuje? Czy można wyprzeć się miłości? O tym przekonacie się, sięgając po tę pozycję.

Najgorsza jest bezradność. Stan, kiedy człowiek nie może nic zrobić, ale tak absolutnie nic. Nie może nawet dowiedzieć się czegokolwiek.


Życie nie zawsze nas rozpieszcza. Jesteśmy szczęśliwi, a tu nagle jedna chwila zmienia to o 180 stopni. Z dnia na dzień, przestaje nam zależeć na życiu, bo dla nas nie ma ono już większego sensu. Idziemy dalej do przodu, ale tak naprawdę pozbawieni jego sensu. Aż pewnego dnia odnajdujemy go (sens) ponownie. Znów czujemy, że powoli wracamy do żywych. A potem znowu jedna chwila sprawia, że to wszystko pęka jak bańka mydlana. Znów czujemy żal, złość i gniew. Ale nie jesteśmy już w tym wszystkim sami, mamy obok siebie  kogoś, kto pomimo wszystko trwa u naszego boku, choć my tego nie dopuszczamy do siebie. Pragniemy zniknąć, gdzieś się zakopać, ale ta osoba wciąż podaje nam swoją dłoń. I życie powoli znów wraca na właściwe tory. Właśnie tak w skrócie mogłabym opisać tę powieść.

Muszę przyznać, że Beata Majewska wznieciła ogień, a nawet pożar i to niejednokrotnie w moim sercu. Wspólnie z bohaterami przeżywałam ich historie, mocno trzymałam kciuki by wszystko szczęśliwie się ułożyło. By życie stało się dla nich promykiem słońca, a nie tylko burzą gradową. A zakończenie okazało się kompletnym zaskoczeniem. Koniecznie muszę przeczytać dalsze losy.

Zapomnij, że istniałem to historia z tych, która nie pozwala się od siebie oddalić choć na moment. Historia, którą żyjemy my sami. Wciągająca, tajemnicza i pełna ognia. Zachęcam do przeczytania.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





środa, stycznia 13, 2021

"Czas leczy rany" Joanna Kruszewska

"Czas leczy rany" Joanna Kruszewska

 



TYTUŁ  "Czas leczy rany”

AUTOR Joanna Kruszewska

 

DATA PREMIERY 09.09.2020

 

WYDAWNICTWO  Filia

 

ILOŚĆ STRON 400

 

 

 

 

OCENA  4/6

 

OPIS




 

Opowieść o pięknym domu na Podlasiu, w którym szczęśliwe chwile zdają się trwać wiecznie.

Helena, właścicielka niewielkiej cukierni, stara się wzorowo wypełniać obowiązki matki i żony. Nie wszystko w jej rodzinie jest idealne, ale sił dodają jej nadchodzące lato i zbliżające się wakacje.

Mimo upałów wszyscy cieszą się z długich wieczorów spędzanych na Podlasiu. Nie mogą doczekać się cichych rozmów prowadzonych w zaciszu działkowej werandy.

To lato ma na nowo scalić oddalających się od siebie domowników.

Zamiast tego jednak sielankę przerywa pojawienie się pięknej Małgorzaty. Dziewczyna burzy budowany z mozołem spokój rodziny. Tajemnice z przeszłości powoli i stopniowo wychodzą na światło dzienne.

Czy można wybaczyć zdradę? Czy czas zawsze leczy rany? Co może sprawić, by rodzina, rozdarta dramatycznymi wydarzeniami, na nowo odnalazła do siebie drogę?

Wzruszająca opowieść o domu i rodzinie i o kojących właściwościach upływającego czasu.





MOJE ODCZUCIA

 

 

Jako, że znam już pióro autorki, chętnie przystąpiłam do kolejnej lektury jej autorstwa. Bardzo lubię styl pisarski Joanny Kruszewskiej, który przypadł mi do gustu. Ale czy oprócz tego lektura wywarła na mnie jakieś większe wrażenie?

Dom, rodzina, miejsce do którego zawsze chętnie wracamy. Rodzina powinna scalać, kochać bezwarunkowo i pomimo wszystko. Ale czy zawsze tak jest? Czy jeśli coś zaczyna się rozpadać, można to nagle poskładać z powrotem w jedną całość? Czy, jeśli tajemnice skrywane głęboko na dnie serca, nagle ujrzą światło dzienne są w stanie wyleczyć rany na sercu? Czy przeszłość może nas dosięgnąć w każdym etapie naszej teraźniejszości? Jak poradzić sobie z sekretami przeszłości, które jednych cieszą, a innym rujnują życie? O tym właśnie opowiada ta historia, o rodzinie i jej członkach, o radościach i smutkach, o dokonywaniu wyborów oraz umiejętności przebaczania.

To, co wydaje się znajome i bezpieczne, nagle zaczyna drżeć, osuwać się powoli, ale bezlitośnie – skarpa za skarpą. Kawałek po kawałku. To, co było dotychczas, staje się złudzeniem, brudem oblepiającym dłonie, na które patrzy się z obrzydzeniem, zastanawiając się, czy rzeczywiście trzeba było sobie w tym brudzić ręce.

Jak już wspominałam lubię pióro autorki, jednak ta historia nie wniosła czegoś szczególnego do mojego serca. Czasami stawała się dla mnie monotonna, pozbawiona emocji. Nie oznacza to, że jest zła, jednak taka mogłabym powiedzieć na chwilę. Dzisiaj przeczytałam, a za kilka dni o niej zapomnę.

Lena stara się być dobrą żoną i matką swoich dzieci. Głęboko w niej siedzi jednak uraza do własnej matki za swoje dzieciństwo, co przekłada się na jej relacje z mężem Robertem.
Iwona i Leszek, można by rzec małżeństwo idealne. On wpatrzony w nią jak obrazek, ona rozpieszczająca go niemalże na każdym kroku. Jednak czy istnieją małżeństwa idealne? Nie ma takich, zawsze pojawiają się jakieś ale… Gdy w życiu Leszka pojawia się Małgorzata, wszystko co było na porządku dziennym traci swój sens. Na jaw wychodzi sekret z przeszłości, który będzie miał wpływ na przyszłość.

Powieść podzielona została na krótkie rozdziały, których narracja przeplatana jest przez kilku bohaterów. Brak opisu, kto w danym momencie opowiada, czasem mnie gubił. Mijała chwila zanim doszłam do tego, kto teraz opowiada. Taka narracja była dobrym pomysłem, gdyż spoglądamy na to wszystko co się dzieje z różnych perspektyw. Historia opowiada o rodzinie, o oddalaniu się od siebie, o wywlekaniu przeszłości. A zakończenie? Z całą pewnością mnie nie zaskoczyło, a wręcz rozczarowało. Pozostało otwarte, nie wiemy tak naprawdę jak zakończą się problemy w rodzinie. A może doczekamy się drugiego tomu?

Nie wiesz, ile możesz stracić, dopóki tego nie stracisz. Nie zdajesz sobie nigdy sprawy z tego, co masz, jak wiele jest warte. Dopiero gdy nagle zostanie ci to odebrane, uświadamiasz sobie, jak bardzo tego nie doceniałeś.
Banalna prawda doskonale znana wszystkim od wieków, zwłaszcza tym, którzy zaznali straty.

Czas leczy rany to historia, która wbrew pozorom każde zadać sobie pytanie, czy czas faktycznie leczy rany? Czy nie pojawiają się czasem takie rany, których nawet mijający czas nie jest w stanie wyleczyć? Jeśli lubicie historie słodko-gorzkie o rodzinach to ta powieść zdecydowanie jest dla Was.

 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję







niedziela, stycznia 10, 2021

"Ta sama rzeka" Edyta Świętek [Przedpremierowo]

"Ta sama rzeka" Edyta Świętek [Przedpremierowo]

 



TYTUŁ  Ta sama rzeka”

 

AUTOR Edyta Świętek

 

DATA PREMIERY 13.01.2021

 

WYDAWNICTWO  Pascal

 

ILOŚĆ STRON 384

 

 

 

 

OCENA  6/6

 

OPIS




 

Czy można wejść dwa razy do Tej samej rzeki? Nowa powieść Edyty Świętek!



Małgorzata odlicza dni do momentu, kiedy będzie mogła opuścić męża. Jej związek, choć na pozór idealny, przepełniony jest strachem i przemocą, a małżeńskie więzy podtrzymuje tylko troska o niepełnoletniego syna.



Całkowicie uzależniona od męża, jedynie w pracy czuje się spełniona i potrzebna. Gdy do biura zostaje przyjęty nowy pracownik, Małgosi szybciej bije serce. Ma wrażenie, jakby znała Darka od zawsze. Dwójka szybko znajduje wspólny język i nawiązuje bliższą znajomość. Łączy ich wiele, a najbardziej: nieszczęśliwa miłość. Ona ma męża tyrana, on – chorą żonę, której nie kocha.




Oboje wiedzą, że razem mieliby szansę na upragnione szczęście, jednak kierując się dobrem swoich rodzin, postanawiają zakończyć relację zanim będzie za późno…



Czy uda im się zapomnieć o łączącym ich uczuciu? W jaki sposób maskuje się przemoc domowa? Czy małżeństwo bez miłości jest odpowiedzialną decyzją? Czy geny wpływają na nasze relacje?



Opowieść, która wbrew wszystkiemu daje nadzieję.





MOJE ODCZUCIA

 

 

Edyta Świętek pisze nietuzinkowe powieści, więc, kiedy tylko zobaczyłam okładkę najnowszej, wiedziałam, że będę zachwycona równie mocno jak poprzednio. Wcale się nie pomyliłam.

Czasami myślała, że być może jest przewrażliwioną histeryczką i sama wyolbrzymia słowa męża rozdmuchując drobne problemy do rozmiarów wielkiej góry.

Małgorzata to matka cudownego syna Szymona oraz żona Piotrka, który jest tyranem. Tak naprawdę małżeństwo, które miało być dla niej czymś pięknym i niezastąpionym okazało się porażką i ciągłym utrapieniem. Mąż krytykuje ją na każdym kroku z byle przyczyny. Najchętniej zamknąłby ją w czterech ścianach i nigdzie nie wypuszczał. Gosia tak naprawdę dobrze czuje się tylko w pracy, tam może oddychać pełną piersią. Pewnego dnia do jej pracy zostaje przyjęty sympatyczny Darek z którym się zaprzyjaźnia. Z  czasem rodzi między nimi uczucie. Oboje jednak doskonale zdają sobie sprawę, że mają swoje rodziny i obowiązki z tego wynikające, więc kończą znajomość zanim na dobre mogliby przepaść. Czy Małgorzata zamierza spędzić całe życie u boku męża tyrana tylko i wyłącznie ze względu na swojego syna?

Autorka napisała kolejną niesamowitą powieść, obok której nie można przejść obojętnie. Porusza w niej niezwykle ważny problem przemocy w rodzinie ze strony męża. Niestety jest to jak najbardziej aktualny problem miliona kobiet na całym świecie. Kobiet, które żyją w toksycznych związkach, nie umiejąc się z nich wyrwać. Na przykładzie naszej bohaterki pokazuje nam, że życie takich kobiet jest straszne i że wbrew pozorom odejście od takiego męża nie zawsze jest proste. Tutaj pojawiają się groźby, szantaże emocjonalne, które tylko pogłębiają przeświadczenie, że taki mąż jest w stanie zrobić wszystko, aby uprzykrzyć im życie. Najgorzej, jeśli w takim związku są dzieci, bo to najczęściej właśnie one stają się jedynym fundamentem, który utrzymuje taki związek jako tako w całości. Kobiety boją się, że mężowie odbiorą im dzieci, a do tego przekabacą ich na swoją stronę, czyniąc z matki tę najgorszą osobę w rodzinie.

Zapewniał, że nigdy jej nie skrzywdzi, nie wykorzysta przeciw niej posiadanej wiedzy. Stwierdził, że takie było przeznaczenie, a los postawił go na drodze Małgorzaty właśnie po to, by po latach tęsknoty, marzeń i emocjonalnej pustki zyskała w końcu kogoś, kto się o nią zatroszczy i otoczy ją niezmierzoną miłością. Uwierzyła, gdy z zapałem mówił o swej życiowej misji. A teraz płaciła za to przygnębiającą cenę. Była bezwolną lalką, służącą jego uciechom.

Edyta Świętek w realny, a przede wszystkim namacalny sposób ukazuje nam życie kobiety zastraszanej, poniżanej, dotkniętej najpierw przemocą psychiczną, a później także fizyczną, która ze względu na dobro swego dziecka trwa u boku męża tyrana. Wszelkie emocje jakie odczuwa Gosia przechodzą również na nas.
Czasem naprawdę ciężko zrozumieć, jak takie kobiety są w stanie przez tak długi czas trwać w tym pseudo małżeństwie. A później nachodzi mnie refleksja, co ja zrobiłabym będąc na jej miejscu? Czy postąpiłabym tak samo? I nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Najgorsze w takim przypadku jest myślenie kobiet, które ze względu na dziecko i jego rzekomą dobroć nie chcą odchodzić od takich typów. Ale czy dziecko tkwiące w takiej rodzinie może czuć się szczęśliwe? Czy wysłuchując obelg z ust ojca skierowanych do ich matek, mają poczucie bezpieczeństwa? Nie sądzę.

-Wszystko będzie dobrze. Nie popadaj w zwątpienie. Jeśli na tym cholernym świecie jest jakaś sprawiedliwość, to gdy miną wszelkie zawirowania i burze, czeka cię długie i szczęśliwe życie. Przynajmniej ja tak sądzę. Trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro, bo inaczej człowiek do reszty by zwariował. Jestem z tobą, mała. Nigdy o tym nie zapominaj.

Świetna kreacja bohaterów, w których tętni ogrom życia. Postać Piotrka od początku była u mnie na przegranej pozycji. Tego faceta nie dało się polubić nawet w minimalnym stopniu. Gdybym mogła, udusiłabym go gołymi rękami.
Małgorzatę polubiłam od razu. Było mi jej żal, jednak momentami miałam ochotę potrząsnąć i nią, by w końcu się obudziła i odeszła od tego drania.
Największą sympatią obdarzyłam zaś jednak Darka – mężczyznę o złotym sercu. Takich to tylko ze świecą w dłoni dzisiaj szukać. Troskliwy, opiekuńczy i nad wyraz cierpliwy.

Cała fabuła została dopięta na ostatni guzik. Poznajemy historię Gosi obecnie, ale przeplatają się stare czasy, które pozwalają nam lepiej spojrzeć na pewne sprawy. Edyta Świętek posługuje się niezwykle kunsztownym językiem, który sam w sobie sprawia, że czytelnik nie chce odkładać lektury choć na moment.

Ta sama rzeka to powieść trudna, bolesna, uświadamiająca nam, że nigdy nie należy wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Historia, która wzbudza naszą irytację, gniew, ale także daje promyk nadziei na to, że w życiu nic nie jest przesądzone i że tylko od nas samych zależy jak dalej będzie wyglądało nasze życie. Gorąco zachęcam do przeczytania.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce oraz





sobota, stycznia 09, 2021

Zapowiedź patronacka "Na krawędzi nocy" Edyta Świętek

Zapowiedź patronacka "Na krawędzi nocy" Edyta Świętek

 

PREMIERA: 09.02.2021



Jest mi niezmiernie miło ogłosić, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Na krawędzi nocy Edyty Świętek.

⇘⇙

“Czy czarownice istnieją tylko w bajkach?
Nina była o tym przekonana aż do czasu, gdy dowiedziała się od babci, że nie jest zwykłą nastolatką, ponieważ posiada moce, które mogą zmusić ludzi do ulegania jej. Już jako dorosła kobieta bardzo się pilnuje, żeby ich nie nadużywać i choć czasami wydaje się to bardzo kuszące, wciąż pamięta przestrogi babci, że jeśli nie zachowa umiaru, może nie zaznać w życiu prawdziwej przyjaźni ani miłości. Od najmłodszych lat odwiedzają ją w snach Anioł i Mroczny. Jakież jest jej zaskoczenie, kiedy pewnego dnia spotyka tego pierwszego w autobusie…
Czy to znaczy, że sny się spełniają, że można sobie wyśnić miłość? A może niedługo przyjdzie czas na Mrocznego…?”

⇗⇖



Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger