sobota, lipca 15, 2017

"Panda i duchy" Jon J. Muth

"Panda i duchy" Jon J. Muth



*Tytuł: "Panda i duchy"
*Autor: Jon J. Muth
*Wydawnictwo: Debit
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 40


*Ocena: 4/6
*Opis:

Halloween. Drzewa mienią się ognistą czerwienią. Uradowane dzieci przebierają się w kolorowe kostiumy. A za każdym rogiem czekają na nich niespodzianki i tajemnice!

Addy, Michael i Karl zebrali mnóstwo łakoci. Ale to nie koniec zabawy. Ich dobry przyjaciel Tafla, panda olbrzymia, ma dla nich jeszcze specjalną niespodziankę. Tajemniczy ktoś opowie im przedziwną historię, historię, która wprawi w zdumienie każdego czytelnika.

„Panda i duchy” to wyjątkowa i mądra książka dla czytelników w każdym wieku, zilustrowana przez autora żywymi akwarelami i wytwornymi rysunkami tuszem, w której świat współczesny przeplata się mądrością starożytnych nauk zen.




*Moje odczucia:



Pomimo iż jestem już dorosła, zobaczywszy piękną okładkę tejże bajki, postanowiłam ją przeczytać i napisać kilka słów o niej. W moim życiu zawsze dominowały zwierzęta, dlatego też z chęcią sięgnęłam po bajeczkę o Pandzie.

Bajka opowiada o dwoistości ludzkiej natury. Autor odwołuje się do starożytnych nauk zen, które zapewne dla wielu z Was są zagadką. Akcja toczy się podczas Halloween, ale to nie on odgrywa tutaj istotną rolę. Po Halloween wszyscy zbierają się wspólnie i tajemniczy ktoś opowiada historię, która wprowadzi w zdumienie każdego czytelnika. Po jej przeczytaniu nasunie się wiele pytań, przede wszystkim czy jest jedna czy też dwie Senjo?




Książeczka zawiera przepiękne ilustracje, które przyciągają uwagę czytelnika - z całą pewnością nie tylko tego najmłodszego. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to do czcionki, która moim zdaniem powinna być ciut większa. W niektórych miejscach jest ciemne tło i czarna czcionka, którą może być trudno odczytać. Ilość tekstu nie jest ogromna, w sam raz dla dzieci. Myślę, że książka bardziej nadaje się dla trochę starszych maluchów, gdyż całkiem małe mogą mieć problem ze zrozumieniem przesłania jakie w sobie niesie. Niemniej jest to ciekawa pozycja.




Panda i duchy to niezwykle kolorowa książeczka, która przykuje uwagę każdego malca. Tekstu nie ma za wiele, więc dziecko tym bardziej powinno spokojnie przebrnąć przez całość zawartości. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję






piątek, lipca 14, 2017

"Wesoła rozwódka" Iwona Czarkowska [PATRONAT]

"Wesoła rozwódka" Iwona Czarkowska [PATRONAT]


PREMIERA: 11.07.2017



*Tytuł: "Wesoła rozwódka"
*Autor: Iwona Czarkowska
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 351


*Ocena: 4+/6
*Opis:

Życie może rozsypać się w mgnieniu oka. Jednego dnia jesteś szczęśliwą mężatką i urządzasz nowy dom, a następnego do twoich drzwi puka obca kobieta i oznajmia, że ukochany mąż od dawna cię zdradza. To właśnie przytrafiło się Alicji. Wyprowadza się, składa pozew o rozwód i zaczyna nowe życie w kawalerce, której użycza jej przyjaciółka. Na przekór wszystkim postanawia udowodnić, że rozwódka nie musi być kobietą smutną i przegraną. Może być wesoła i cieszyć się nowym życiem! To nowe życie najlepiej rozpocząć z rozmachem i przytupem. A jak konkretnie? Alicja już wie i postanawia pomóc innym kobietom, które spotkało to, co ją, i pokazać im, że życiem można się cieszyć nawet po rozwodzie. A może przede wszystkim po rozwodzie? Będzie wesoło i będzie się działo!


*Moje odczucia:

Życie nie zawsze układa się po naszej myśli. Czasem wydaje nam się, że wybraliśmy partnera na całe życie, a tu nagle okazuje się, iż ten partner nas zdradza od jakiegoś czasu. Co z tym począć? Na pewno takiego faceta trzeba porzucić, bo jeśli zdradzi raz, zrobi to też i kolejny. Niestety, tak czasem w życiu bywa. Bierzemy ślub, mając nadzieję, że razem spędzimy nasze życie, aż nastąpi jego kres. A jednak nie zawsze tak jest.

Rozwód, z czym kojarzy Wam się to słowo? Czy osoba rozwiedziona zawsze musi być smutna i przygnębiona? Czy rozwód powinien zrzucać na nas "ciężar żałoby"? Otóż z całą pewnością nie. Rozwody się zdarzają i to nic strasznego. Czasem po prostu się nie układa w życiu i lepiej jest się rozstać, niż żyć w ciągłym kłamstwie, oszukiwać się, że nie zauważa się pewnych rzeczy. Nikt nie powiedział przecież, że życie po rozwodzie musi być nudne i skazane na ciągłe porażki. Z całą pewnością Iwona Czarkowska udowadnia czytelnikom, że życie rozwódki wcale nie oznacza bycie przygnębioną. Wręcz przeciwnie, nawet w takim stanie rzeczy można cieszyć się z życia pełną piersią.




Autorka obala stereotyp dawnego życia rozwódek. Kiedyś ludzie bali się brać rozwód, gdyż w ich głowie powstawała myśl: Co powiedzą ludzie? Ale właściwie co obcym ludziom do naszego życia? Oni go za nas nie przeżyją. Postać głównej bohaterki Alicji, to postać, którą da się lubić. Momentami płakałam wprost ze śmiechu czytając powieść, gdyż kompletnie nie spodziewałam się takiego rozwoju rzeczy. Ale to jest to, co uwielbiam w owej autorce - jej humor przekazany na łamach powieści. A tutaj go nie brakuje, wierzcie mi. Książkę czyta się szybko i przyjemnie ze względu na styl autorki. Bohaterowie są wyraziści, każdy z nich ma swoje wady i zalety. Jedyną postacią, która mnie irytowała był  Paweł. Naprawdę, momentami miałam ochotę go wprost rozszarpać. Jego i tę jego Tanię. No bo jak można być tak podporządkowanym mężczyzną, to się w głowie nie mieści.

Pomysł na fabułę jak najbardziej trafny. Porusza trudny temat rozwodów oraz rozpoczynania życia od nowa. Wiadomo, iż osoby, które zostały zranione, skrzywdzone są bardziej uważne i nie chcą już tak ufać mężczyznom, bojąc się kolejnego rozczarowania. Jednak na zmiany nigdy nie jest za późno. Widocznie tak miało się ułożyć nasze życie. Trzeba iść do przodu z podniesioną głową, a nie podkulonym ogonem.

Wesoła rozwódka to powieść, która poprawi humor każdemu czytelnikowi, wlewając w jego serce wiarę w to, iż życie zawsze można rozpocząć od nowa, a niewesołą przeszłość pozostawić za sobą. Rozwód nie oznacza, iż nasze życie już na zawsze będzie smutne i ponure, można być również wesołym po rozwodzie. Polecam!




Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję





niedziela, lipca 09, 2017

"Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce" Susan Richards [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]

"Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce" Susan Richards [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]


PREMIERA: 11.07.2017



*Tytuł: "Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce"
*Autor: Susan Richards
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 300


*Ocena: 6/6
*Opis:


Koń, którego chciała uratować Susan Richards, nie dawał się zapędzić do przyczepy. Za to Lay Me Down, była klacz wyścigowa, razem ze swoim źrebięciem wmaszerowała po rampie wprost w życie Susan. Łagodne zwierzę - osłabione z powodu niedożywienia, zapalenia płuc i infekcji oka - przeszło trudną drogę, lecz w przedziwny sposób jego serce pozostało szczodre i otwarte. Najwyraźniej Lay Me Down było pisane trafić na pastwisko Susan i nauczyć ją, jak w pełni cieszyć się życiem pomimo jego niebezpieczeństw.

Przepiękna, rozdzierająca serce opowieść. Zwierzęcy bohaterowie są równie złożeni i barwni jak ich ludzkie odpowiedniki, a cała historia inspiruje do przemyśleń na temat odwagi, nadziei i sposobu, w jaki każda miłość - nawet miłość zwierzęcia - może pokazać swą uzdrawiającą moc.


*Moje odczucia:


Kiedy tylko zobaczyłam okładkę i tytuł książki od razu wiedziałam, że po prostu muszę ją przeczytać. Jako wielka miłośniczka koni, nie mogłam odpuścić sobie tej pozycji. A możliwość patronowania książce jest już w ogóle dla mnie zaszczytem.


Z miłością do koni, trzeba się po prostu urodzić, zawsze tak uważałam. Koń to piękne stworzenie, które nie ufa łatwo ludziom, zwłaszcza obcym. Na jego zaufanie trzeba sobie zapracować, często bywa to trudna i żmudna praca. Ale kiedy już osiągamy tę harmonię z koniem, wierzcie mi, nie ma piękniejszego uczucia. Ci, którzy kochają te cudowne zwierzęta, nie pozwolą na ich krzywdę. Zrobią wszystko co w ich mocy, by móc je ochronić przed złem.


Co mnie urzekło w tej powieści? Niezliczona ilość emocji jakich mi dostarczyła podczas czytania, przyznaję, że na ostatnich ok. 20 stronach płakałam jak dziecko. Może gdyby moje życie od młodości nie kręciło się wokół koni, nie przeżywałabym tego tak osobiście. Do tego zwierzęcy bohaterowie, którzy mogą być równie prawdziwi i namacalni co ludzkie osoby. Zżyłam się z nimi wszystkimi, z przyjemnością obserwowałam jak toczą się ich losy. Zresztą zawsze uwielbiałam czytać książki, w których zwierzęta odgrywały istotny element powieści. Nie sposób również nie wspomnieć o samej Susan, którą polubiłam bez dwóch zdań. Jej wielkie serce i oddanie swoim podopiecznym urzekało na każdym kroku. To jak obchodziła się ze swoimi pupilami chwytało za serce. Człowiek czytając pragnie, by każdy kto posiada zwierzęta, traktował je z równą miłością co nasza bohaterka.

Zarówno Susan, jak i klacz - Lay Me Down wiele w swoim życiu przeszły. I powiem Wam, że jeśli nie wierzycie w przeznaczenie, to po przeczytaniu tej pozycji zmienicie swoje zdanie. Czasem bywa tak, że nie bez powodu ktoś lub coś pojawia się na naszej drodze. Susan chciała uratować innego konia, ale to właśnie Lay Me Down wraz ze swoim  źrebakiem weszła do przyczepy. Jak widać, miały się spotkać.

Nie uwierzycie, ale koń który nie miał łatwego życia, mimo wszystko znajduje się w nowym miejscu, wśród ludzi których nie zna, a potrafi na nowo pokochać. To niewiarygodne jak wielki wpływ na nas mogą mieć zwierzęta, jak wiele potrafią nas nauczyć, jak wiele rozumieją.




Książka jest niezwykła. Dzięki niej macie okazję zobaczyć życie parzystokopytnych istot, ich zachowanie względem człowieka, czy też drugiego zwierzęcia. Każdy z koni ma inny charakter, każdy z nich potrzebuje wiele miłości, czułości, a przede wszystkim pracy z człowiekiem, by stał się z nim jednością. Nowy członek w stadzie nie jest od razu przyjmowany z sympatią. Konie są zwierzętami stadnymi, w których zawsze jedno z nich pragnie dominować i być alfą. Kiedy pojawia się nowe, czuje się zagrożone i za wszelką cenę walczy o swoją pozycję.

Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce to powieść, w której główną rolę w dużej mierze odgrywa koń, koń, który mając nieciekawą przeszłość, potrafił na nowo zaufać i pokochać, ale przede wszystkim pokazał, iż nawet w obliczu niebezpieczeństw można cieszyć się życiem. Książka chwyta za serce i dostarcza ogromu emocji. Z całego serca polecam!






Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję





czwartek, lipca 06, 2017

Konkurs z audiobookiem

Konkurs z audiobookiem




Zapraszam do udziału w konkursie, w którym dwie osoby wygrywają audiobook "Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera".

Zasady konkursu:

1. Polub moją Czytaninkę - KLIK
2. Polub profil sponsora nagrody StoryBox.pl - KLIK
3. Udostępnij wiadomość o konkursie u siebie na fb - a tutaj wrzuć link z udostępnieniem.
4. Odpowiedz na pytanie konkursowe:

Dlaczego to właśnie Ty chciałabyś/chciałbyś posłuchać tego audiobooka?



Regulamin konkursu:

1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga oraz fp Czytaninka.
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo StoryBox.pl.
3. Konkurs trwa od 06.07 do 13.07.2017 godz. 23:59.
4. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi do 7 dni od zakończenia konkursu.
5. Nagrodą w konkursie są 2 audiobooki "Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera".
6. Konkurs skierowany jest do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
7. Laureaci nagrody mają obowiązek podesłać w wiadomości e-mail na adres czytaninka@onet.pl swój adres + nr tel. do trzech dni po wyłonieniu zwycięzcy, w celu wysłania nagrody. Jeśli do tej pory zwycięzca się nie zgłosi, wybiorę inną osobę.
8. Każdy uczestnik konkursu winien jest zapoznać się z regulaminem oraz zasadami konkursu. Zgłoszenie się w konkursie wyraża jednocześnie akceptację każdego punktu.
9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz.27 z późn. zm.).

środa, lipca 05, 2017

"Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera" Jan Grzegorczyk [AUDIOBOOK]

"Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera" Jan Grzegorczyk [AUDIOBOOK]



*Tytuł: "Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera"
*Autor: Jan Grzegorczyk
*Wydawnictwo: StoryBox.pl
*Czyta: Wojciech Żołądkowicz

*Ocena: 5/6
*Opis:

Niniejszy audiobook to piąta część cyklu. Rok 2005. Papieżem jest Benedykt XVI.
Groser po miesięcznym pobycie w szpitalu - gdzie znalazł się w wyniku brutalnego napadu - wraca na parafię Pierwszych Chrześcijan. Jedni traktują go jako współczesne wcielenie Padre Pio, inni uważają go za ks.Jerzego, który przeżył. Spotkanie ze słynnym podróżnikiem owocuje nieoczekiwaną propozycją wyjazdu do Afryki...


*Moje odczucia:

Słuchanie tego audiobooka było czystą przyjemnością. Pisarz nie owija w bawełnę, tylko otwarcie przedstawia nam świat Kościoła takim jaki jest. Nie ma tutaj miejsca na jakieś kłamstwa czy też oszczerstwa. Słuchając w moim sercu na nowo rodziła się wiara w ludzi i ich intencje. Bo nie oszukujmy się, ale w dzisiejszym świecie w każdym otoczeniu znajdują się tacy ludzie, dla których fałsz jest porządkiem dziennym.

Autor uświadamia nas, iż nie ma ludzi idealnych, nawet wśród kapłanów. Każdy z nas popełnia błędy i jest to normalne. Mamy prawo do własnych słabości, niepowodzeń, czy też zachwiania wiary. Jednak ważne jest, aby w każdej sytuacji umieć odnaleźć Boga. Relacja z Bogiem bowiem, jest istotnym elementem naszego życia. To ona pozwala nam niejednokrotnie przetrwać najgorsze chwile w naszym życiu, daje nam nadzieję, iż wszystko może się jeszcze ułożyć.

Jan Grzegorczyk ujmuje swoją powieścią, powieścią, która jest nad wyraz ludzka. Bohaterowie są jak najbardziej realni, każdy z nich ma swoje gorsze i lepsze dni. Fabuła pędzi do przodu, pojawiają się również wulgaryzmy, które mnie osobiście nie zraziły.

Siedzę i się zastanawiam ilu było mi dane poznać księży, ale takich prawdziwych z powołania. Dochodzę do wniosku iż dwóch. Kiedy byłam dzieckiem w naszej parafii był taki ksiądz - właśnie z powołania. Ludzie go uwielbiali, uwielbiali jego dobroć i życzliwość, jego kazania, a przede wszystkim to, iż nie brał od ludzi pieniędzy, które w dzisiejszym świecie chcieliby dostawać na potęgę. Drugim natomiast jest właśnie ks. Groser z owej powieści. To kolejny ksiądz, który daje mi nadzieję na to, iż są na świecie jeszcze ludzie bezstronni dla których wiara jest bezcenna i pomaga wierzyć w lepsze jutro.

Muszę jeszcze wspomnieć o lektorze - Wojciechu Żołądkowiczu. Słucha się go bardzo przyjemnie, potrafi doskonale zaakcentować każdy ważny moment powieści, sprawiając, iż momentami człowiek, aż "podskakuje" na krześle. To niezwykle ważne, aby lektor potrafił się wczuć w rolę narratora i oddał słuchaczowi wszystkie emocje.

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera to powieść, która ukazuje nam wartość ludzkiego życia, sens jego istnienia, odnajdywanie własnej ścieżki życiowej. To książka, w której ksiądz Groser nie poucza, gdyż sam nie jest doskonały, lecz pragnie, by każdy z nas odnalazł swoją własną relację z Bogiem. Zachęcam do posłuchania bądź przeczytania.




Za możliwość przesłuchania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję



wtorek, lipca 04, 2017

"Bilet do szczęścia" Beata Majewska [PRZEDPREMIEROWO]

"Bilet do szczęścia" Beata Majewska [PRZEDPREMIEROWO]

PREMIERA: 05.07.2017




*Tytuł: "Bilet do szczęścia"
*Autor: Beata Majewska
*Wydawnictwo: Książnica (PUBLICAT S.A.)
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 288


*Ocena: 5+/6
*Opis:


Czy przystojny prawnik z Krakowa odzyska utraconą miłość?

Łucja, zakochana bez pamięci w młodym prawniku z Krakowa, przeżywa szok, gdy dowiaduje się, że mężczyzna ją uwiódł, aby odziedziczyć spadek. Czuje się oszukana i wykorzystana, a na dodatek jest w ciąży. W pierwszym odruchu chce zerwać związek z Hajdukiewiczem i wrócić w rodzinne strony. Kiedy jej chora babka trafia do krakowskiego szpitala, dziewczyna postanawia pozostać w mieszkaniu Hugona na czas jej rekonwalescencji. Dla mężczyzny, który odkrywa, że naprawdę kocha Łucję, staje się to jedyną szansą na jej odzyskanie. Ale czy Łucja zdoła uwierzyć w szczerość jego uczuć?


*Moje odczucia:


Powracamy do losów Łucji i Hugona, których już na łamach mojej Czytaninki gościliśmy. Mogłoby się wydawać, iż miłość tych dwojga kwitnie, że aż miło patrzeć. Jednak kiedy na Łucję spada wiadomość o spadku jaki ma odziedziczyć jej ukochany, a przede wszystkim jego warunkach, wszystko wywraca się jej do góry nogami. Do tego okazuje się, że jest w ciąży. Podejmuje jednak pewien układ z Hugonem. Tylko czy miłość można oszukać?

Ludzie robią czasem coś w przypływie chwili, nie bacząc na konsekwencje, ani skutki swoich działań. W danym momencie wydaje im się, że to nic takiego, ale kiedy prawda wychodzi na jaw, nic już nie jest takie jakie było. Ludzie odzyskują rozum, ale najczęściej na naprawę błędów jest już za późno. Czy Hugo odzyska zaufanie Łucji i jej miłość?

Czym jest dla Was wybaczenie? Czy zawsze wszystko wybaczacie i zapominacie? Czy może rozpamiętujecie w nieskończoność? Człowiek powinien wybaczać drugiemu człowiekowi (oczywiście wszystko w granicach rozsądku), gdyż każdy może popełniać błędy. Tylko czy jeśli mowa o uczuciach, a w sumie zabawie nimi, również powinniśmy od razu wybaczyć?
Nasza bohaterka nie potrafi pojąć jak podłym draniem okazał się Hugon. Nie oznacza to jednak, że już go nie kocha. Dusi w sobie wszystkie przeżycia, nie pozwalając im tak szybko wyjść na zewnątrz. 


Hugon rozumie swój błąd i stara się go naprawić. Przechodzi niezwykłą metamorfozę i z czystego drania staje się kochającym i troskliwym tatą oraz mężem. Dąży do tego, by Łucja ponownie mu zaufała, a przede wszystkim wybaczyła. Zrozumiał, że dla niego liczy się tylko ona i jego córeczka. Panicznie boi się, że utraci je obie.

Bohaterowie tak samo jak w części pierwszej (Konkurs na żonę) są barwni i wyraziści. Fabuła pędzi  do przodu, co chwilę coś się dzieje, przez co czytelnik z zaciekawieniem śledzi losy tej dwójki ludzi. Bywały momenty, iż moje serce się "krajało", ale po chwili znów biło szybciej. Beata Majewska zdecydowanie potrafi zagrać na uczuciach czytelnika. Jej powieścią się po prostu żyje i oddycha. Ukazuje nam, iż relacje rodzinne nie zawsze są tak dobre jakby mogło się wydawać, a kłopoty pojawiają się w każdej rodzinie. Trzeba umieć je naprawiać, a czasem i wybaczać. Najważniejsza jest komunikacja, bez niej ani rusz. Nie zawsze dobrze jest tłumić wszystko w sobie, bywa, że najlepszym rozwiązaniem jest wyrzucenie z siebie smutków, bo wtedy człowiekowi robi się lżej.

Jednak najistotniejszym elementem powieści jest miłość i poświęcenie w jej imię. Jeśli kochamy, musimy robić wszystko, by ta miłość była spełniona w 100 %. Warto walczyć o uczucia, bo czymże byśmy bez nich byli? 




Bilet do szczęścia to historia, która uświadamia nam wiele rzeczy, przede wszystkim, iż droga do wybaczenia i odzyskania ukochanej osoby potrafi być wyboista, a jednak mimo to, należy walczyć i robić wszystko, by ją odzyskać. To przepiękna powieść o miłości do drugiego człowieka i próbowaniu odbudowania szczęścia. Polecam i zachęcam do przeczytania.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję




wtorek, lipca 04, 2017

Zapowiedź "Wesoła rozwódka"

Zapowiedź "Wesoła rozwódka"


PREMIERA: 11.07.2017



Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Wesoła rozwódka Iwony Czarkowskiej.




Rozwódka wcale nie musi być kobietą smutną i przegraną!

Życie może rozsypać się w mgnieniu oka. Jednego dnia jesteś szczęśliwą mężatką i urządzasz nowy dom, a następnego do twoich drzwi puka obca kobieta i oznajmia, że ukochany mąż od dawna cię zdradza. To właśnie przytrafiło się Alicji. Wyprowadza się, składa pozew o rozwód i zaczyna nowe życie w kawalerce, której użycza jej przyjaciółka. Na przekór wszystkim postanawia udowodnić, że rozwódka nie musi być wcale stracona dla świata. Może być wesoła i cieszyć się nowym życiem! To nowe życie najlepiej rozpocząć z rozmachem i przytupem. A jak konkretnie? Alicja już wie i postanawia pomóc innym kobietom, które spotkało to, co ją, i pokazać im, że życiem można się cieszyć nawet po rozwodzie. A może przede wszystkim po rozwodzie?
Będzie wesoło i będzie się działo



Przeczytaj fragment - KLIK


Recenzja w okolicach premiery!

Zapowiada się ciekawie prawda?



niedziela, lipca 02, 2017

Zapowiedź "Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce"

Zapowiedź "Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce"


PREMIERA: 11.07.2017




Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce Susan Richards.




Koń, którego chciała uratować Susan Richards, nie dawał się zapędzić do przyczepy. Za to Lay Me Down, była klacz wyścigowa, razem ze swoim źrebięciem wmaszerowała po rampie wprost w życie Susan. Łagodne zwierzę - osłabione z powodu niedożywienia, zapalenia płuc i infekcji oka - przeszło trudną drogę, lecz w przedziwny sposób jego serce pozostało szczodre i otwarte. Najwyraźniej Lay Me Down było pisane trafić na pastwisko Susan i nauczyć ją, jak w pełni cieszyć się życiem pomimo jego niebezpieczeństw.

Przepiękna, rozdzierająca serce opowieść. Zwierzęcy bohaterowie są równie złożeni i barwni jak ich ludzkie odpowiedniki, a cała historia inspiruje do przemyśleń na temat odwagi, nadziei i sposobu, w jaki każda miłość - nawet miłość zwierzęcia - może pokazać swą uzdrawiającą moc.




Przeczytaj fragment - KLIK




Recenzja w okolicach premiery!


Kto z Was ma ochotę sięgnąć po tę pozycję?








niedziela, lipca 02, 2017

"Nothing less" Anna Todd

"Nothing less" Anna Todd



*Tytuł: "Nothing less"
*Autor: Anna Todd
*Wydawnictwo: OMG Books
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 364

*Ocena: 3/6
*Opis:

Zmysłowa Nora coraz bardziej zaprząta myśli Landona. Niestety, dziewczyna stara się trzymać na dystans, gdyż uważa, że ich związek skazany jest na porażkę. Sytuację próbuje wykorzystać Dakota, która coraz bardziej żałuje decyzji o rozstaniu z chłopakiem. Kiedy spada na nią wiadomość o poważnej chorobie ojca, uświadamia sobie, że Landon to jedyna bliska jej osoba… Ale czy po tym, co między nimi zaszło, porozumienie jest jeszcze możliwe?

Landon będzie musiał podjąć decyzję, która wpłynie na losy ich wszystkich: wrócić do swojej pierwszej miłości czy odkryć tajemnice Nory i pomóc jej w walce z dręczącymi ją demonami.

Internetowa sensacja, która przerodziła się w jeden z najbardziej popularnych cykli wydawniczych, w końcu doczekała się kontynuacji. Ponad miliard odsłon na Wattpadzie i setki tysięcy sprzedanych egzemplarzy uczyniły After jedną z najbardziej rozpoznawalnych serii. W Nothing More i Nothing Less Anna Todd powraca do bohaterów, których pokochały miliony czytelniczek na całym świecie.

*Moje odczucia:
Muszę przyznać, że choć książkę czyta się w miarę szybko, to jednak niczym szczególnym mnie nie porwała. Nie była to jedna z tych historii, które śledzi się z zapartym tchem, od których wprost nie można się oderwać.  Mnóstwo w niej schematyczności, brak wprowadzenia jakiejś nutki świeżości.

London to chłopak, który z każdym dniem coraz bardziej dojrzewa. Autorka stawia go w trudnej sytuacji, gdyż musi wybrać: albo dawna miłość, albo ta obecna. Tylko jak wybrać pomiędzy dwoma kobietami, dwiema tak różnymi, a jednocześnie tak samo pociągającymi?


Plusem książki niewątpliwie jest narracja z dwóch punktów widzenia: Londona oraz Nory, pozwala nam to na głębsze wniknięcie w psychikę każdego z nich. Choć Nora od początku jest postacią skrywającą tajemnice. Tajemnice, które w gruncie rzeczy nie zrobiły większego wrażenia na Londonie, gdy je odkrył. Dla mnie, jeśli pojawia się już jakaś skrywana rzecz, powinna mnie zaszokować, wbić dosłownie w fotel w którym akurat siedzę, tutaj tak się nie dzieje.

Fabuła książki wciąż toczy się wokół rozterek miłosnych naszych bohaterów. W pewnym momencie zaczęło mnie to już nużyć i nudzić. Bohater, który nie może dokonać wyboru, nie wiedząc czy pomóc ma dziewczynie, którą dręczą demony, czy może ponownie zejść się ze swoją byłą. Również między dwójką tych dziewczyn pojawia się rywalizacja o tego przystojniaka.

Polubiłam postać Londona, który wydaje się rozsądnie podejmować każdą swoją decyzję. Podobała mi się jego troska o inne osoby, to jak ważni są dla niego przyjaciele.
Styl autorki jest lekki, książkę spod jej pióra czyta się szybko, jednak brak im czegoś mocnego, może jakiegoś akcentu, który zaskoczy czytelnika. Schematyczność pojawiająca się w powieści nie jest aż tak rażąca, niemiej nie powoduje usypiania podczas czytania.
Nothing less to lektura dla mniej wymagających osób, idealna na odreagowanie po ciężkim dniu czy też spędzenie przyjemnego popołudnia.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



sobota, lipca 01, 2017

Blog talk show #7

Blog talk show #7

BLOG TALK SHOW #7


Na początku przedstaw się wszystkim.

Witajcie. Nazywam się Magda Barwińska, od kilku lat spełniam się prowadząc blog Książkowe Wyliczanki. Z książkami związana jestem od zawsze, nawet studia kończyłam w tym kierunku, ale jakoś moja ścieżka zawodowa potoczyła się zupełnie inaczej. Romantyczka, trochę nieśmiała, a momentami szalona, oto cała ja.

Kiedy i gdzie się urodziłaś? Czy nadal mieszkasz w tej samej miejscowości?

Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami urodziła się dziewczynka z loczkami ;) A tak na poważnie to urodziłam się i nadal mieszkam pod Warszawą, w dawnej miejscowości letniskowej stolicy – Otwocku. Lat już trochę mam, bo w tym roku będę kończyć okrągłe 33.




Pensjonat Gurewicza w Otwocku przed remontem. Wspaniała budowla w stylu Świdermajer.


Kiedy byłam dzieckiem…  (dokończ zdanie).

Uwielbiałam zabawę, wyobrażałam sobie niestworzone rzeczy, co zaowocowało pisaniem alternatywnej wersji rzeczywistości, kochałam czytać, spędzać czas z dziećmi z okolicy. Dzieciństwo było wspaniałym czasem, beztroskim i błogim.

Jak zrodziła się w Tobie miłość do czytania?
Czytam od kiedy pamiętam. Duży wkład w tę miłość włożyli moi rodzice, którzy czytali mi do poduszki, kiedy byłam małym brzdącem. Pamiętam okładki niektórych książek, baśni. Od najwcześniejszych lat podstawówki chodziłam do biblioteki kilka razy w tygodniu. Pamiętam jaka dumna byłam, kiedy mama zabrała mnie w 8 klasie do biblioteki dla dorosłych. Poczułam się wtedy tak dojrzale. Potem były studia – oczywiście Informacja naukowa i bibliotekoznawstwo. Na studiach wraz z przyjaciółką moderowałam forum o literaturze, a potem przyszła pora na własne miejsce w sieci – blog.

Ile książek liczy dzisiaj Twoja biblioteczka?

Hmm, hmm… Dużo i mało jednocześnie. Na dzień dzisiejszy to ok 600 tytułów, choć patrząc na regały w salonie wydaje się więcej. Ale zmienia się to z dnia na dzień. Przychodzą mi nowe książki, a jednocześnie często robię porządki i te tytuły, do których nie wrócę puszczam dalej w świat.


Jesteś jedynaczką, czy może masz rodzeństwo?
Bardzo długo byłam jedynaczką, więc informacja moich rodziców o nowym dziecku mnie zaskoczyła ;) Między mną a siostrą jest 16 lat różncy.

Co sprawiało Ci w dzieciństwie największą radość?

Trafia się jedno z tych trudniejszych pytań. Myśląc o dzieciństwie mam wrażenie, że było ono radosne i beztroskie jako całość. Ale czy było coś, co sprawiało mi największą radość? Czas spędzony z rodziną, wspólne wyjazdy, spotkania z przyjaciółmi, wakacje na wsi. Ciężko wybrać taką jedną rzecz, która by się wyróżniała na tym tle.

Gdybyś mogła coś zmienić we współczesnym świecie, co by to było takiego i dlaczego?
To teraz odpowiem patetyczne, jak to robią wszystkie Miss. Chciałabym, żeby ludzie nie toczyli wojen, nie zabijali się dla ideałów. Wystarczająco dużo czytam o tym, co dzieje się w dzisiejszym świecie, a także o wojnach z przeszłości. Zabijanie drugiego człowieka dla jakiś ideałów nie mieści mi się w głowie, mordy na całych społecznościach, mężczyznach, kobietach i dzieciach, to jest coś niewyobrażalnego. Bardzo bym chciała, żeby ludzie spojrzeli na drugiego człowieka z sympatią, przestali się zastanawiać czy on jest „nasz” czy „obcy” i żyli razem.

Czym zajmujesz się na co dzień?

Na co dzień pracuję jako księgowa, choć obecnie będę szukać czegoś nowego. Zawód trafił się zupełnie przypadkowo, jak to w dzisiejszym świecie bywa, zupełnie niezwiązany z kierunkiem studiów. Jestem typową humanistką, a jednak praca w księgowości sprawia mi przyjemność w związku ze swoją przewidywalnością w pewnych kwestiach. Obecnie coraz bardziej cieszę się wakacjami, które będą jednymi z najdłuższych od kilku lat.

Kiedy postanowiłaś założyć blog Książkowe wyliczanki?

Pamiętam ten impuls, który skłonił mnie do założenia bloga. Było to ponad pięć lat temu, kiedy usłyszałam o śmierci Wisławy Szymborskiej. Potrzebowałam napisać o moich odczuciach, chciałam się podzielić emocjami, które wywołała we mnie ta informacja. Tak powstał blog Książkowe Wyliczanki – dzień po śmierci poetki 2 lutego 2012 roku.

Zdarzenie z Twojego życia, które na zawsze utkwi Ci w pamięci?

Jeśli ktoś czytał Anię to z pewnością pamięta moment, kiedy Gilbert nazwał ją marchewką a ona rozbiła mu na głowie tabliczkę. Mam podobne wydarzenie z dzieciństwa, które nadal głęboko siedzi w głowie, choć minęło już tyle lat. Głupie szczeniackie wygłupy potrafią bardzo głęboko zapaść w pamięć.
 Jaki kraj chciałabyś zwiedzić i dlaczego?
A muszę wymieniać tylko jeden? Naprawdę? Chciałabym zwiedzić cały świat! Obejrzeć te odległe od nas kultury, poznać architekturę i krajobraz, kulturę innych narodów. Do dziś nie udało mi się wyjechać dalej niż do Europy – Włochy, Chorwacja, Bałkany, Czechy, Słowacja, Węgry i ukraiński (wtedy) Krym. Marzą mi się podróż po Stanach, Ameryce Południowej, Azji. Chciałabym odwiedzić Paryż, Rzym. Jeśli jednak mam podać tylko jedno państwo to zdecydowanie byłaby to Japonia. Mam niesamowicie duży sentyment do tego kraju, czytałam o jego historii i kulturze i chciałabym na własne oczy zobaczyć to, co do tej pory udało mi się tylko w telewizji.
Zwierzę z którym mogłabyś się utożsamić?

Mam wiele kocich cech charakteru. Lubię chodzić własnymi drogami, mam bardzo wąskie grono bliskich znajomych, lubię też spędzać czas na leniuchowaniu. Chyba muszę trochę zmienić nastawienie, bo nie brzmi to za dobrze ;)

Jak przebiegła Twoja pierwsza randka w życiu? Czy zapamiętałaś coś z tej chwili?

Daleko jej było do takiej klasycznej randki. Miałam wtedy 15 lat i na obozie poznałam chłopca, z którym dobrze nam się spędzało razem czas. Większość wolnego czasu spędzaliśmy z dala od reszty, na cyplu nad jeziorem, gdzie prowadziliśmy długie rozmowy, trzymaliśmy się za ręce i co tam jeszcze w tym wieku robiło się wieki temu ;)
 
Co najbardziej denerwuje Cię u drugiego człowieka?

Zawiść i zazdrość. Nie bardzo mogę pojąć, jak można żyć nie ciesząc się z tego, co mamy, a jedynie patrząc, że inni mają więcej. Jeśli ktoś sam pracuje na to, co ma to powinniśmy się cieszyć, że tyle umie.  Nie raz i nie dwa byłam świadkiem zazdrości między najbliższymi przyjaciółmi, bo ten drugi ma więcej i to jest dla mnie coś, co nie mieści mi się w głowie.

Twoja największa wpadka, którą udało Ci się zaliczyć?
Myślę, myślę i jakoś nic nie przychodzi mi do głowy. Nie pamiętam, żebym kiedyś miała gafę, która do dziś utkwiła mi w głowie. Może to dobrze, przecież nie każdy musi popełniać duże błędy ;)



Jaką jesteś osobą na co dzień ?
Trzeba byłoby spytać osoby, z którymi spędzam czas, bo ciężko samej mi się określić. Uczynna może? Miła i przyjacielska? Choć jak ktoś mnie wkurzy to potrafię dopiec. Mam raczej łagodną naturę, nie lubię awantur i scysji. Wolę zerwać kontakt zanim dojdzie do konfrontacji. Lubię spędzać czas na leniuchowaniu – czytam wtedy, bujam w obłokach i robię te wszystkie rzeczy, które sprawiają radość, ale nie wnoszą nic konkretnego w życiu ;)

Wolna, zajęta, mężatka?

Wolna. Podczas pracy, czytania, czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi jakoś brak mi czasu, żeby znaleźć tę drugą połówkę, a może po prostu nie spotkałam nikogo, z kim chciałabym iść dalej przez życie. Choć jako romantyczka chciałabym spotkać tę wielką miłość aż po grób. 

„Złota” zasada, której trzymasz się w życiu?
Żyj i pozwól żyć innym. Jeśli ktoś mi nie zachodzi za skórę to niech robi swoje.

Jakie masz hobby, pasje?

Oprócz czytania? Bardzo lubię fotografię. Jeszcze na studiach uzbierałam na porządny aparat cyfrowy i próbowałam uchwycić nim te same kadry, które widziałam wzrokiem. Nie zawsze się udawało, ale nadal próbuję. Uwielbiam robić zdjęcia architektury, natury czy „makro”.

Nie wstydzę się tego, że… (dokończ zdanie).
Popełniam błędy, jestem momentami samolubna, mam swoje zdanie.

Wolisz książki papierowe, ebooki czy też audiobooki?
Z audiobookami nie jest mi po drodze. Kilka razy się do nich przymierzałam, znalazłam lektora, który mi się podoba, ale po ten rodzaj książki sięgam naprawdę rzadko. Czytam wersje papierowe i ebooki. Każda z tych wersji ma swoje plusy i minusy, a ja nie jestem w stanie zdecydować się na jedną z nich.

Jak widziany jest świat blogerów Twoimi oczami?

Podzielony i to bardzo. Jakby się tak przyjrzeć to blogosfera jest bardzo duża, nie bardzo orientuje się w innych dziedzinach, więc mogę powiedzieć tylko o naszym, książkowym podwórku. Poznając coraz więcej blogów i ich twórców widzę, jak różne mają oni podejście do tego co robią. Niektórzy są normalnymi osobami, z którymi można wymienić się wrażeniami czy choćby zamienić parę zdań. Mam wrażenie, że są też osoby, które uważają się za lepsze, bo dłużej prowadzą blog, czy mają lepsze osiągi. Sama niestety na kilka trafiłam. Jest również trzecia grupa, tych świeżaków, którzy stworzyli blogi żeby dostać egzemplarze do recenzji. Całe szczęście jest również cała masa normalnych, sensownych osób, z którymi uwielbiam spędzać czas w sieci i w realu o ile nadarzy się taka okazja.

Książka, po której długo nie mogłaś dojść do siebie?

Kilka takich było. W dzieciństwie zachwycałam się „Braćmi Lwie Serce” Lindgren. Za każdym razem płakałam przy tej książce i teraz, kiedy wracam do niej od czasu to czasu przeżywam ją tak samo. Kilka lat temu trafiłam również na wspaniałą „Wypalone cienie” Kamila Shamsie. Niezwykła powieść, której obrazy do dziś tkwią mi w głowie.
Czy lubisz zwierzęta, a może jakieś posiadasz?

Uwielbiam zwierzęta i jeśli miałabym okazję, to przygarnęłabym cały zwierzyniec do domu. Niestety mieszkam sama, przy stałej pracy nie ma mnie w domu średnio 10 godzin i żal byłoby mi trzymać jakiekolwiek zwierzę samo. Mam za to psa rodzinnego, który mieszka u moich rodziców. Kocham psy, to najwspanialsze zwierzęta, prawda?


Dziękuję Ci serdecznie Magdaleno za poświęcony czas. Dzięki naszej rozmowie, znowu miałam okazję lepiej Cię poznać, ale nie tylko ja ;) Również kocham wszystkie zwierzęta jak Ty i najchętniej miałabym swoje własne zoo, ale warunki mi na to nie pozwalają. Jesteś bardzo pozytywną osóbką.


Tutaj możecie odwiedzić Magdalenę. Po kliknięciu w poniższe nazwy, zostaniecie przeniesieni w docelowe miejsca.

Książkowe Wyliczanki 
Fanpage Książkowe Wyliczanki

Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger